Z miłości do książek
piątek, 30 grudnia 2011

Tytuł: „Droga”

Autor: Cormac McCarthy

Wydawnictwo: Literackie

Liczba stron: 268

W postapokaliptycznym świecie skrytym pod warstwą wszechobecnego pyłu ludzie za wszelką cenę starają się walczyć o przeżycie. Nadchodząca mroźna zima oraz zanik wszelkich działalności wytwórczej człowieka prowadzi w desperacji do aktów kanibalizmu i zniewolenia. W tym świecie istnieją jednak i osoby, które szukają innych rozwiązań. Głównymi bohaterami są ojciec i syn, którzy starają się przeżyć w obdartym z wszelkich praw i norm świecie, klucząc od domu do domu i szukając wśród splądrowanych pomieszczeń cienia szansy na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nigdzie jednak nie jest bezpiecznie, przez co nigdy nie mogę zaprzestać podążania obraną przez siebie drogą.

W książce nie zostaje wytłumaczone, jaki kataklizm spowodował zastaną rzeczywistość, ponieważ stanowi ona jedynie tło dla relacji ojciec – syn, w której mnożą się pytania o ludzka egzystencję i proste zagadnienia dotyczące życia oraz śmierci. Przesuwające się ponure obrazy opuszczonych domostw przeplatane wspomnieniami życie „przed” budują przygnębiającą atmosferę w której dominuje poczucie beznadziejności. Świat w którym nie śpiewają już ptaki, mróz przeszywa do szpiku kości w każde noce spędzone w ciemnym, pustym lesie wyczekując w ciszy oznak nadchodzącego zagrożenia.

Z jednej strony autor przedstawił nam obraz upadającego człowieczeństwa w którym ludzie sięgają do aktów kanibalizmu byleby przedłożyć swoją egzystencję. Z drugiej strony dwójka głównych bohaterów stanowi światełko wśród mroków tego świata pokazując, że ciągle są ludzie gotowi troszczyć się o siebie jednocześnie nie odwracając się od zasad, które czynią człowieka dobrym.

Jest to jedna z tych książek z którymi po prostu trzeba się zapoznać. Zmusza do refleksji, budząc przy tym dużo różnorodnych emocji. Polecam.

16:15, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 grudnia 2011

Nie było mnie przez jakiś czas z racji problemów zdrowotnych, które spowodowały liczne, nieprzyjemne następstwa na studiach. Jednak powoli zaczynam nadrabiać wszystko, w tym także w niedługim czasie zacznę uzupełniać stronę zaległymi recenzjami.

Zdecydowałam się również na odpoczynek od egzemplarzy recenzenckich, przynajmniej do zakończenia egzaminów na studiach. Tym bardziej, że na mojej półce zalega ogromny stos książek, które czekają na swoją chwilę nawet po kilka lat.

Zakupiłam również czytnik e-booków, a to coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewała i co okazało się dobra inwestycją.

Po Świętach biorę się do roboty i mam nadzieję, że w jak najszybciej uda mi się zapanować nad powstałymi zaległościami.

13:45, odcien-purpury , Przecinek
Link Komentarze (2) »
środa, 16 listopada 2011

Tytuł: „Kwiat pustyni”

Autor: Waris Dirie

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 256

„Kwiat pustyni” to historia, która stanowi prawdziwy opis przeżyć Waris Dirie począwszy od wczesnego dzieciństwa w Somalii aż po karierę supermodelki. Jako mała dziewczynka wychowała się w obozie nomadów, którzy przenosili się z miejsca na miejsce z powodu ciągłej potrzeby odnalezienia nowych źródeł wody. Na suchych, piaszczystych, palących słońcem terenach sama często wyruszała w kilku dniowe wyprawy by móc napoić zwierzęta, które stanowiły najważniejszy dorobek życia. Ciężkie życie jednak nie ograniczało się do dalekich wędrówek w głąb rozgrzanej pustyni. W tradycji ich ludu istniała zasada, która mówiła, że tylko poprzez obrzezanie można stać się prawdziwą kobietą. Taki los spotkał również Waris, gdy miała pięć lat.

Głównym tematem przewijającym się przez całą książkę jest właśnie obrzezanie. Waris sama przyznaje, że jako mała dziewczynka nie miała pojęcia na czym polega „stanie się kobietą”. Wiedziała jednak, że dzięki temu stanie się pełnowartościową osobą, która w przyszłości będzie mogła wyjść za mąż. Było to równie oczekiwane wydarzenie, jak w naszej tradycji dzieci wyczekują prezentów na Święta. Cały proces obrzezania przeprowadzany był bez znieczulenia, często do usunięcia „nieczystych” fragmentów ciała służyła tępa żyletka, ostry kamień a w niektórych wypadkach nawet zęby. Nie było znieczulenia, zabezpieczenia przed zarazkami, co prowadziło do dużej umieralności z powodu infekcji bądź wykrwawienia.

Waris pokazuje w całej tej historii, że została nie tylko okaleczona fizycznie, ale również psychicznie. Po zetknięciu się z inną kulturą zdała sobie sprawę, jak bezsensowny i okrutny jest to zabieg.

Jednocześnie z dziewczynki, która zajmowała się wypasaniem zwierząt powoli staje się zupełnie inną osobą. W momencie planowanego przez jej ojca wydania ją za mąż za sześćdziesięcioletniego mężczyznę, ucieka i postanawia zadbać sama o siebie. Dzięki pomocy rodziny ze strony matki udaje jej się wyjechać do Londynu, który jest dla niej całkowicie obcym światem. Nie wie, jak korzystać ze spłuczki w ubikacji, ani co to są naleśniki. Jednak powoli zaczyna poznawać ten obcy dla niej świat i przekształca się w zupełnie inną osobę, która w końcu zostaje zauważona i trafia do wielkiego świata mody.

„Kwiat pustyni” w pewnych momentach jest wstrząsającą historią pokazująca, jak to bezsensowne okaleczenie zmienia całkowicie życie kobiety. Począwszy od prostych czynności, jak oddawania moczu, czy miesiączkowanie przy których płyny wydobywają się kropla po kropli, a reszta zebrana w brzuchy z racji niemożności opuszczenia organizmu powoduje okropny nacisk a tym samym potworne bóle. Mowa w niej również o poczucia własnej wartości, pewności siebie oraz spojrzeniu na życie przez pryzmat osoby, która różni się od innych.

Polecam wszystkim, którzy pragną zapoznać się z zupełnie inną kulturą i uświadomić sobie, jak wygląda życie w Afryce oraz do jakich konsekwencji może doprowadzić ta odmienność kulturowa.

20:55, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 listopada 2011

Tytuł: „Siostrzyca”

Autor: John Harding

Wydawnictwo: Mała Kurka

Liczba stron: 287

Akcja powieści rozgrywa się w wielkiej, starodawnej posiadłości pod koniec XIX wieku. Główna bohaterka – Florence, razem ze swoim przyrodnim bratem Gilesem spędzają całe dnie na beztroskiej zabawie do momentu, aż jej młodszy braciszek zostaje zmuszony do wyjazdu do szkoły.

Florence w odróżnieniu od Gilesa nie może rozpocząć edukacji, a tym samym nie może podjąć się nauki czytania. Jednak uparcie i sukcesywnie udaje jej się przemykać do wielkiej i opuszczonej biblioteki w posiadłości, by tam rozpocząć naukę czytania a następnie po kryjomu wynosić książki i śledzić toczące się w nich wydarzenia z dala od oczu służby. Wszystko zmienia się w momencie, gdy Giles z powodu swojej delikatnej natury zostaje oddelegowany do domu z poleceniem wynajęcia guwernantki, która będzie w stanie zająć się jego edukacją. Niestety pierwsza z nich – pani Whitaker kończy tragicznie swe życie w jeziorze, a na jej miejsce pojawia się nowa osoba. Jak się z czasem okazuje silne zainteresowania nowej guwernantki Gilesem jest bardzo niepokojące. Niestety tylko Florence zdaje się dostrzegać niebezpieczeństwo.

Pierwsze, co zwraca uwagę, to język powieści, a dokładnie specyficzne słownictwo Florence. Na przykład zamiast „chodzić samotnie po domu” dziewczyna używa określenia „samotniłam się po domu”, wspomniana panna Whitaker, jak się dowiadujemy „utragiczniła się na jeziorze”. Język ten w połączeniu z mrocznym charakterem powieści bez wątpienia tworzy bardzo specyficzny klimat.

Całość toczących się wydarzeń można podzielić na dwie części. Na początku obserwujemy wyprawy Florence do biblioteki oraz trud jaki zadaje sobie by uniknąć wykrycia. Późniejsze wydarzenia sprawiają, że całodniowe czujne przesiadywania w bibliotece zostaje zastąpione obserwowaniem guwernantki, która coraz bardziej omamia Gilesa.

Z jednej strony mamy do czynienia z wydarzeniami, które zostały oddane z całą realnością i które bez wątpienia mogłyby mieć miejsce w świecie rzeczywistym. Natomiast z drugiej, spostrzeżenia Florence, co do osoby nowej guwernantki są niemożliwe do przyjęcia przez każdą osobę cechującą się zdrowym rozsądkiem, a tym samym również przez służących u których dziewczyna nie może szukać pomocy. Jedyne oparcie stanowi dla niej mieszkający w pobliżu Theo Van Hoosier, patykowaty chłopak męczony ciągłymi atakami astmy, który staje się jej powiernikiem, zachowując jednak lekki sceptycyzm wobec jej fantastycznych spostrzeżeń i teorii.

Zakończenie jest naprawdę świetnie skonstruowane i do samego końca ciężko przewidzieć scenariusz wydarzeń. Co prawda, autorka książki pozwoliła sobie na sporo niedomówień, jednak dotyczą one kwestii, które czytelnik może sam uzupełnić, pozostawiając tym samym wiele możliwości i potencjalnych rozwiązań.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Mała Kurka

16:21, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 października 2011

Tytuł: „Odłamek”

Autor: Sebastian Fitzek

Wydawnictwo: G+J

Liczba stron: 368

Marc Lucas w swoim życiu doświadczył ogromnego cierpienia. Jego żona oraz nienarodzone dziecko zginęli w wypadku samochodowym z którego Marc wyszedł jedynie z odłamkiem wbitym w szyję. Kilka tygodni później, trafia on na ogłoszenie w gazecie, w którym jedna z klinik poszukuje chętne osoby do wzięcia udziału w eksperymencie mającym na celu wymazanie traumatycznych wspomnień. Marc postanawia zgłosić swój udział i po zaakceptowaniu zgłoszenia udaje się do kliniki. Na miejscu jednak budzą się w nim wątpliwości i postanawia zrezygnować z eksperymentu. Kiedy wraca do domu okazuje się, że klucz nie pasuje do zamka, tabliczka z nazwiskiem lokatora jest zupełnie inna a na dodatek drzwi otwiera mu jego zmarła żona, która - jak się okazuje - w ogóle go nie poznaje.

„Odłamek” to książka, która już na samym początku rzuca czytelnika na głęboką wodę, by potem przez całą dalszą lekturę rzucać nim po spienionych falach nowych, coraz bardziej zaskakujących informacji. Ilość nowych faktów oraz nagłych zwrotów akcji jest tak duża, że nie sposób domyślić się zakończenia książki, albo chociażby przypuszczalnego rozwiązania całej fabuły. Przez cały czas obserwujemy zmagania Marca, który stara się ustalić, które elementy jego życia są prawdą a które zostały sfałszowane w celu wprowadzenia go w jeszcze większy obłęd. Nie polepsza jego sytuacji również fakt, że wszystko co znał uległo drastycznej zmianie. Zniknęła lista numerów z jego telefonu, w miejscu w który do tej pory pracował urzęduje ktoś inny, na dodatek spotyka kobietę, która informuje go o zagrażającym im niebezpieczeństwie. Jedynym oparciem dla rozlatującej się rzeczywistości zdaje się być jego młodszy brat Benny, który jak się okazuje również ma swoje sekrety.

Ciężko napisać coś więcej o fabule tej książki, ponieważ każdy element jest w niej ważny i wiąże się z zakończeniem. Nawet małe, nieznaczące wydarzenia znajdują rozwiązanie na końcu książki w efekcie tworząc spójną całość. Jest to o tyle ważne, ponieważ w pewnym momencie wydaje się, że nie ma możliwości by zamknąć wątek fabularny nie zostawiając przypadkowo porozrzucanych informacji. Dlatego tym bardziej miłym zaskoczeniem okazuje się fakt, iż autor bardzo dobrze poradził sobie z utrzymaniem sensowności wydarzeń jednocześnie pozostawiając kilka subtelnych niedomówień.

Bez wątpienia mogę polecić tę pozycję wszystkim osobom lubiącym historie do końca trzymające w napięciu. „Odłamek” jest bez wątpienia świetną pozycją, która na pewno nie odejdzie zbyt szybko w niepamięć.

18:40, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (5) »
sobota, 29 października 2011

Ograniczam kupowanie książek z racji czekającego stosu, jednak od czasu do czasu nie mogę oprzeć się pokusie, by nie kupić czegoś nowego. Zamówiłam ostatnio „Chemię śmierci” Becketta Simona oraz „Impuls” Kellermana Jonathana w moim ulubionym, kieszonkowym formacie, które niestety jeszcze do mnie nie dotarły. Pozostałe pozycje to w dużej mierze książki podprowadzone przyjaciółce oraz egzemplarze recenzenckie.

  1. „Cujo” Stephen King – jedyny zakup w celu uzupełnienia zbioru książek Kinga

  2. „Malowany człowiek” Peter V. Brett – pożyczony od przyjaciółki, jeśli dobrze pójdzie w kolejce znajdzie się II tom

  3. „Assassin's Creed: Renesans” Oliver Bowden – jako fanka tej serii gier, musiałam zapoznać się z wersją papierową

  4. „Wybrańcy” Kristin Cashore

  5. „Siostrzyca” John Harding

  6. „Dom derwiszy. Dni Cyberabadu” Ian McDonald

wtorek, 18 października 2011

Tytuł: „Wielki Mistrz”

Autor: Trudi Canavan

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 718

Wiele rzeczy uległo zmianie od kiedy Sonea stała się podopieczną Wielkiego Mistrza. Zarówno nowicjusze, jak i nauczycieli przestali patrzeć na nią z niechęcią, dzięki czemu zyskała długo wyczekiwany spokój. Jednak nie wszystko układa się po jej planach. Sonea musi ukrywać akt, iż udało jej się odkryć źródło potężnej mocy, jaką dysponuje Akkarin, przez co jest zmuszona odizolować się od najbliższych jej osób w celu zapewnienia im ewentualnego bezpieczeństwa. Na dodatek, Wielki Mistrz postanawia podzielić się z nią wiedzą, która zmienia jeszcze bardziej życie dziewczyny.

Ostatni tom Trylogii Czarnego Maga w pełni odkrywa wszystkie kwestie, które do tej pory były niedostępne. Dowiadujemy się o przeszłości Akkarina, jak poznał swojego obecnego służącego Takana oraz w jakich okolicznościach rozpoczął praktyki zwiększające jego zasób mocy. Okazuje się również, że Kyralii grozi wielkie niebezpieczeństwo ze strony magów z Sachaki i tylko Akkarin jest w stanie zapewnić obronę mieszkańcom miasta, jak i Gildii. Z tego powodu trzeci tom zostaje prawie całkowicie poświęcony dwójce bohaterów, skupiając się na relacjach między Soneą a Akkarinem oraz zbliżającym się konflikcie i jego późniejszym przebiegu.

W odróżnieniu od poprzednich tomów nie dzieje się tu praktycznie nic związanego z edukacją głównej bohaterki, jako nowicjuszki Gildii a jedynie obserwujemy jej wzrost umiejętności dzięki naukom Akkarina. Tym samym tom ten zatracił swój akademicki klimat na rzecz polityki oraz wydarzeń toczących się między innymi na terenie Sachaki oraz Elyne. Część bohaterów zyskała więcej uwagi, jak chociażby Cery, natomiast inni stanowią jedynie mały epizod wśród toczących się wydarzeń. Pojawiają się również nowe postacie, między innymi pochodząca z Sachaki Savara, nowa sojuszniczka Cery'ego. Jak przystało na tom zamykający trylogię, tak i tu również nie zabraknie pożegnania z kilkoma postaciami dla których walka okaże się wyjątkowo zgubna.

„Wielki Mistrz” jest pod względem toczącej się akcji tomem, który ani przez chwilę nie pozwala na odpoczynek od nowych zaskakujących informacji. Wszystko dzieje się szybko i nagromadzenie danych nieznanych wcześniej jest naprawdę ogromne. Jednocześnie jest dobrym zwieńczeniem trylogii, zamknięciem ciekawej i momentami smutnej historii dziewczyny, której udało się udowodnić, że nawet bylec jest w stanie osiągnąć wiele w świecie magów. Polecam zarówno ten tom, jak i całą trylogię.

19:00, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (12) »
wtorek, 11 października 2011

Przez jakiś czas nie odwiedzałam bloga z racji przyczyn zdrowotnych, które nie tylko ograniczyły moje funkcjonowanie w sieci, ale również tempo czytania, a co za tym idzie, ilość przeczytanych ostatnimi czasy książek. Oczywiście znając swoje paskudne szczęście do łapanie wszelkiego rodzaju chorób - jak to zwykle u mnie bywa – kilka dni temu kładłam się spać zdrowa a obudziłam z anginą. Tak więc, pojawił się kolejny zastój z którego powodu nieszczególnie jestem szczęśliwa, nie licząc faktu, że muszę nadrabiać zaległości na studiach. Jednak nie poddaje się, nie daje chorobie i mam nadzieję w niedługim czasie znowu wrócić do bloga i swojego zwykłego tempa czytania.

10:10, odcien-purpury , Przecinek
Link Komentarze (3) »
sobota, 01 października 2011

Tytuł: „Trzech panów w łódce nie licząc psa”

Autor: Jerome K. Jerome

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 248

„Trzech panów w łódce nie licząc psa” to napisana w XIX humorystyczna powieść stanowiąca kwintesencje typowego angielskiego humoru. Początkowo powieść miała stanowić rodzaj przewodnika opisującego walory przyrodnicze i historyczne odcinka Tamizy rozpoczynającego się w Kingston a kończącego na Pangbourne, jednak z czasem walory estetyczne tamtych regionów zostały przysłonięte przez specyficzne poczucie humoru Jerome, w efekcie przekształcając ją na powieść humorystyczną.

Humor angielski w dużej mierze opary jest na absurdalnym wręcz przedstawieniu pewnych sytuacji i właśnie z tego sposobu zaprezentowania akcji korzysta autor. Rozpoczynając od planowania wyprawy, po sam jej przebieg każde zdarzenie nie może przebiec bez odpowiedniej dawki absurdu. Zwykłe pakowanie urasta do rangi czynności nad którą trzeba spędzić czas do późnych godzin nocnych, by następnie po raz kolejny uświadomić sobie, że rzeczy potrzebne jeszcze przed wyjściem (tu króluje szczoteczka do zębów) zostały wepchnięte daleko, w głąb walizki. Po ponownym rozpakowaniu i zapakowaniu dziwnym trafem okazuje się, że połowa niezbędnych na wyprawę rzeczy znajduje się poza walizką, przy czym pakujący uświadamia sobie, że przypadkiem znowu wsadził do środka potrzebną szczoteczkę.

Opis wyprawy rzecznej bogaty jest w różnego rodzaju anegdoty i historie opowiedziane przez każdego z jej uczestników, przeplatane wspomnianymi już wcześniej opisami walorów krajobrazowych. W tym momencie znowu stajemy przed dość schematycznym przebiegiem prostych czynności przy których przedmioty martwe zdają się pałać niewysłowioną nienawiścią do osób pragnących zrobić z nich użytek. Po kolejnych nieudanych próbach osiągnięcia celu bohaterowie zaczynają wzajemnie obrzucać się wyzwiskami wskazującymi na nieudolność drugiej osoby.

Niestety autor korzysta z tych dwóch szablonów praktycznie cały czas i w efekcie to, co na początku wywołuje uśmiech na ustach z czasem zaczyna nieco nużyć. Sytuację ratuje różnorodność historii, jednak nawet, gdy one ulegają takim oto absurdalnym przedstawieniom całość przestaje bawić.

Książka na pewno jest adresowana do osób lubujących się w angielskich humorze i jednocześnie odpornych na powtarzające się schematy. W efekcie powieść można zaliczyć do kategorii pomiędzy dobra a średnia, ponieważ czyta ją się przyjemnie i dość szybko. Jako klasykę mogę polecić ją zainteresowanym, chociaż humor i specyficzny sposób przedstawienia toczących się wydarzeń może okazać się nie tak zachęcający, jak się można na początku spodziewać.

12:09, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 września 2011

Tytuł: „Paradoks bazyliszka”

Autor: Andrzej Żak

Wydawnictwo: Foka

Liczba stron: 160

Wakacje to czas przeznaczony na zabawę i wylegiwanie się na słońcu, jednak nie dla Agnieszki, która razem z mamą spędza ten czas w pałacu w Bizynie. Kiedy mama zajęta jest pracą nad renowacją obrazów Agnieszce udaje się dzięki pomocy pary z portretów, odnaleźć w bibliotece zapisów mówiący o tym jak wyczarować bazyliszka. Pierwsza próba okazuje się niezadowalająca w efekty, jednak Agnieszka nie rezygnuje i dzięki swojemu zapałowi udaje jej się wyczarować to fantazyjne stworzenie. Z racji wydawanych przezeń dźwięków otrzymuje imię Erd i jak się okazuje, nie jest tak straszne jak mówią legendy. Agnieszka razem z nowym przyjacielem ma do rozwiązania nie lada zagadkę. Wygląda na to, że na terenie pałacu ukryto skarb, na którego ślad wpadł jednak ktoś jeszcze.

Erd, jak się okazuje nie jest zwykłym bazyliszkiem. Jego wzrok nie zabija, chociaż na wszelki wypadek dostaje on okulary przeciwsłoneczne mamy Agnieszki. I ma jedną ciekawą zdolność. Jest całkowicie niewidzialny dla większości osób, więc nie trudno wyobrazić sobie reakcja niczego niespodziewających się ludzi na widok lewitujących okularów pomiędzy parą roześmianych dzieci. Dodatkowo uczy on Agnieszkę kilku przydatnych sztuczek, które, jak się okazuje, są dostępne dla każdego kto tylko jest w stanie w nie uwierzyć.

Oprócz sympatycznego bazyliszka ważną rolę w książce odgrywa para portretów – księżna Eleonora i książę Leopold, których nieoceniona pomoc ogranicza się nie tylko do dobrych rad. Razem z Erdem i Agnieszką przygotowują oni plan udaremnienia próby kradzieży z racji prawdopodobieństwa, że portrety również mogą paść ofiarą złodziei.

Z jednej strony „Paradoks bazyliszka” zdaje się być adresowany do bardzo młodych czytelników z racji prostoty w wytłumaczeniu zjawisk fantastycznych oraz niezbyt zawiłym wątkiem głównym. Z drugiej jednak strony styl autora, jak i pewne wtrącenia mogą być całkowicie niezrozumiałe dla młodszych czytelników. Przypisy tłumaczące poszczególne słowa są w tym wypadku bardzo pomocne, jednak nie zmienia to faktu, że mamy tu dziwne połączenie fabuły i języka opiewające na dwóch różnych poziomach.

Podsumowując, to bardzo pozytywna i ciekawie napisana książka, która na pewno spodoba się najmłodszym koneserom literatury, chcącym poznać prawdziwy paradoks bazyliszka, który „jest, ale go nie ma!”.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Foka

20:17, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 września 2011

Tytuł: „Człowiek, który pokochał Yngvego”

Autor: Tore Renberg

Wydawnictwo: Akcent

Liczba stron: 340

Jest rok 1990. Na świecie nie wydarzyło się wiele rzeczy. Keanu Reeves nie pokonał jeszcze prawa grawitacji w Matrixie, nikomu nie są znane e-maile ani internet. Większość rzeczy stanowi jedynie czystą abstrakcję, fikcję, która kiedyś znajdzie swój odnośnik w rzeczywistości. Dla Jarla Kleppa to czas, gdy liczy się bycie alternatywnym, mówienie „nie”, gdy inni mówią „tak”. Dyskusje polityczne, zaangażowanie w działalność na rzecz oczyszczenia środowiska, alkohol, cotygodniowe zabawy do utraty przytomności, czarny płaszcz i arafatka. Jednak pewnego piątku, 19 stycznia, rok 1990 okaże się dla niego szczególny. Jadąc rowerem do szkoły nie ma pojęcia, że za kilka minut spojrzy w oczy chłopakowi, który jednym uśmiechem skierowanych w dół kącików ust i zarumienionych policzków całkowicie zawładnie jego światem.

Yngve, stanowiący źródło fascynacji Jarla, jest całkowicie inny od środowiska i ludzi w jakim obraca się główny bohater. Cichy, spokojny, zawsze lekko uśmiechnięty, wpatrzony łagodnym wzrokiem w niebo staje się elementem życia Jarla, które on sam nie do końca rozumie. Jak sam twierdzi nie interesują go mężczyźni, ubóstwia wręcz kobiety, a jednak to właśnie Yngve wkradł się niepostrzeżenie w jego życie zajmując w serce specjalne miejsce. Od tego momentu ilekroć przytula swoją dziewczynę Katrine myśli o tym łagodnym uśmiechu i skierowanych w dół kącikach ust. O fascynacji Egiptem kryjącej się za łagodnymi oczami oraz o wysportowanym ciele nawykłym do gry w tenisa. Yngve jest dla niego oazą, spokojną wysepką na zburzonym morzu, która zapewnia mu spokój i schronienie przed światem.

Przez całą książkę obserwujemy życie Jarla, który wraz z Katrine oraz swoim najlepszym przyjacielem Helgem w dużej mierze skupiają się do dyskusjach na temat rodzaju muzyki, rozważań politycznych i walce słownej w zaciętych dyskusjach o wartościach historycznych. Fascynacja muzyką, która prowadzi do początkowo dość nieudolnych prób założenia zespołu muzycznego, jest tą częścią życia Jarla, która stanowi ważny łącznik miedzy nim a Helgem. Jak się okazuje pod wpływem innego rodzaju fascynacja – fascynacji Yngvem – Jarle powoli zmienia swoje dotychczasowe życie, co źle przyjmują przyjaciele, a zwłaszcza wulgarny, zawsze mówiący to co myśli Helge. W tym miejscu warto wspomnieć, że w książce wulgaryzmy występują bardzo często, jednak jest to celowe dla ukazania buntu i owej alternatywności bohaterów.

Jeśli chodzi o samo przedstawienie relacji Jarle – Yngve, to jest to więź w dużej mierze psychiczna i którą obserwujemy tylko z perspektywy głównego bohatera. Jarle chce być taki jak Yngve, uśmiechać się jak on. Ten spokojny chłopiec stanowi dla niego źródło natchnienia, źródło które chce ukryć przed światem i z którego tylko on chce czerpać. W ich relacjach nie ma niczego, co mogłoby odrzucić czytelnika. Jest to subtelnie i pięknie wykreowana więź w której jedna strona potrzebuje tej drugiej bardziej, niż jest w stanie się do tego przyznać.

Podsumowując, jest to wspaniała pozycja. Z jednej strony ostra i wulgarna, natomiast z drugiej bijąca spokojem i łagodnością. Rok 1990 został idealnie odwzorowany przez autora, bohaterowie są realni, a główny wątek jest równie fascynujący, co postać Yngvego widziana oczami Jarla. Polecam.

13:52, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (3) »
wtorek, 23 sierpnia 2011

Tytuł: „Wybrana”

Autor: P.C. Cast + Kristin Cast

Wydawnictwo: Książnica

Liczba stron: 296

Dom Nocy nawiedzają mroczne siły, których celem jest danie do zrozumienia wszystkim Naznaczonym, że nie ma dla nich miejsca w świecie ludzi, a zło kryjące w wampirach może zostać pokonane jedynie siłą. W tym samym czasie młoda wampirka Zoey ma jednak inne problemy. Jej najlepsza przyjaciółka Stevie Rea zamieniła się w nieumarłą i podąża teraz za instynktem nakazującym jej spożywanie ludzkiej krwi. Powoli traci resztkę człowieczeństwa, coraz bardziej zbliżając się do przemiany w potwora, będącego stereotypowym obrazem wampira. Zoey za wszelką cenę musi pomóc przyjaciółce w odzyskaniu reszty człowieczeństwa, które powoli poddaje się wpływowi zwierzęcej natury.

W tej części przeważa życie uczuciowe Zoey spychając na dalszy plan nawet wątek Stevie Rea. Pozostali przyjaciele głównej bohaterki - Damien, Jack oraz bliźniaczki Shaunee i Erin stanowią jedynie tło dla rozterek Zoey, jako, że nie może ona zdradzić im prawdy kto stoi za przemianą ich dawnej przyjaciółki nie narażając ich przy tym na niebezpieczeństwo. Jedyną osobą, której Zoey w tej chwili może zaufać jest próbująca odkupić swoje winy Afrodyta. Oczywiście zachowanie tej drugiej nie ulega znaczniej poprawie, jednak przez większość książki zdaje się zdawać sobie sprawę z utraconego zaufania Nyks, co sprawia, że w ostateczności decyduje się na pomoc przy wyleczeniu Stevie Rea.

Wątek miłosny dokonuje rozkwitu i w efekcie nie ogranicza się już tylko do obecnego chłopaka Zoey Erika oraz ludzkiego chłopaka Heatha, ale również Lorena. W efekcie mamy tu bardzo dużo rozterek miłosnych i przemyśleń typu „jak nie ten, to który?”. Na dłuższą metę jest to męczące, zwłaszcza, że pozostałe wątki są bardzo zamglone i sprawiają wrażenie jedynie miłych dodatków, którym jednak autorki nie poświęciły zbyt dużo uwagi. Decyzje Zoey też pozostawiają wiele do życzenia, pokazując jak naiwna i głupiutka nieraz bywa, będąc przekonana, że dokonuje właściwych wyborów.

To, co na pewno wyróżnia tę serię z całego grona pozostałych wampirycznych pozycji, to dość realistyczne podejście do spraw sercowych oraz związanych z nimi przemyśleń. Miłość ujęta została bardziej jako namiętność, która zwłaszcza w tym tomie bywa bardzo zgubna. Sama Zoey, jak i osoby wtajemniczone w jej dość swawolne romanse nie szczędzą przy tym dość ostrych uwag, które bynajmniej nie przedstawiają główną bohaterkę w dobrym świetle i nie kreują jej na obraz „biednej zakochanej”. I chociaż uczucia są bardzo wyostrzone, a więzi między kochankami podkreślane, stanowiąc nieraz przykład miłości prawie doskonałej, to jednak – jak to w życiu bywa – często okazują się okrutnym kłamstwem i jedynie chwilową fascynacją drugą osobą.

Cały cykl jest bez wątpienia dla fanów typowych paranormal romance w których przeważa wątek wampiryczny połączony z dużą dozą miłostek. Biorąc pod uwagę popularność całego cyklu, powinien on bez wątpienia spełnić oczekiwania wszystkich fanów tego gatunku. Natomiast osoby dostające dreszczy na samo wspomnienie, pięknych i wyidealizowanych wampirów powinny raczej ograniczyć swoje zainteresowanie Domem Nocy.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Książnica

Sztuketer

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
UWAGA!
Przerwa wakacyjna.
Kontakt : kaldorei@op.pl

____________________


____________________


____________________


____________________


2009
2010
2011
2012

____________________



Wszystkich zainteresowanych literaturą oraz mających jakieś niecierpiące zwłoki pytania związane z książkami (chętnie służę pomocą:), jak i wydawnictwa (i nie tylko) zainteresowane współpracą, zachęcam do napisania do mnie na poniższy e-mail:
kaldorei@op.pl

____________________

2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Kaldorei has read 26 books toward her goal of 60 books.
hide
____________________



____________________

Sztukateria Antykwariat IRKA ____________________


Lubię czytać
Lubię czytać
Spis moli
Lubię czytać YesBook

____________________


Initium Znak Znak AMEA Media Rodzina Bukowy Las
____________________

____________________




Moje fotografie:
Portfolio


____________________