Z miłości do książek
poniedziałek, 04 lipca 2011

Tytuł: „Dziewczyny z Hex Hall”

Autor: Rachel Hawkins

Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 304

Po niezbyt udanym zaklęciu miłosnym rzuconym na balu maturalnym Sophie Mercer trafia do specjalnej szkoły dla osób obdarzonych talentem magicznym do której uczęszczają czarownice, zmiennokształtni oraz elfy. Jednak nawet w kręgu magicznym nie jest to zwyczajna szkoła, ponieważ trafiają do niej tylko osoby wykazujące brak kontroli nad własną mocą, bądź – co zdarza się częściej – używające jej w niewłaściwych celach. Tak oto Sophie nie mająca zbyt wielkiego pojęcia na temat spraw magicznych i dodatkowo nie utrzymująca praktycznie żadnych kontaktów ze swoim ojcem, po którym odziedziczyła talent, trafia do miejsca w którym wszystko, począwszy od mebli przybierających wygląd adekwatny do nastroju osoby patrzącej, po tereny otaczające umiejscowioną na wyspie w Georgii Hekate Hall przesiąknięte jest potężną magią.

Na miejscu czeka Sophie nie małe zaskoczenie, okazuje się, że oprócz wspomnianych czarownic, zmiennokształtnych i elfów na terenie Hekate pobiera nauki również wampirzyca, w celu zbudowania niejakiej nici pokoju, pomiędzy odrzucanymi dotąd przez resztę magicznej społeczności wampirami. Na dodatek dziewczyna wyraźnie, pomimo swojej mrocznej natury lubuje się we wszystkich odcieniach różu, o czym dość szybko dowiaduje się dzieląca z nią pokój Sophie. Jednak przyjaźń rodząca się między dziewczynami zostaje poddana ciężkiej próbie, gdy dochodzi do serii ataków na młode czarownice, a rany na ciele zdają się wskazywać na robotę wampira. Na domiar złego okazuje się, że to nie pierwsza tego typu sytuacja, a poprzedni atak zakończył się śmiercią ofiary.

Początkowo z lektury można odnieś wrażenie, że to kolejna z książek w której obok niezbyt rozgarniętej i trzymającej się na dystans dziewczyny, królują namiętne miłostki i istna lawina uczuć na widok „tego jedynego”. Rzeczywiście w książce pojawia się przystojniak na którego widok drżą serca dziewczyn i przy którym powoli mięknie i Sophie, jednak stanowi to jedynie urozmaicenie całej historii. Mercer, pomimo trudności z dopasowaniem się do nowego miejsca wykreowana jest, na silną dziewczynę, uparcie dążącą do poznania prawdy na temat swojego ojca i tajemniczego ugrupowania o nazwie L'Occhio di Dio, zajmującego się polowaniem na czarownice. Pozostała nić fabuły skupia się na odkrywaniu kolejnych faktów na temat zdolności magicznych głównej bohaterki, zostajemy wprowadzeni w historię powstania magii oraz, co najważniejsze, będziemy niepokojeni coraz to nowymi atakami na uczniów, których sprawca nie jest do końca znany.

Miałam pewne obawy dotyczące dość drastycznego łączenia ras, jak chociażby występowanie obok siebie wampirów i skrzydlatych elfów. Na całe szczęście pomimo początkowego dyskomfortu, okazało się, że autorka bardzo zgrabnie zlała wszystko w jedną całość do tego stopnia, że każdy element powieści zdaje się idealnie pasować do drugiego.

W ogólnym rozrachunku oceniam „Dziewczyny z Hex Hall” bardzo dobrze. Książka jest wciągająca, napisana z humorem oraz naszpikowana różnymi informacjami, które autorka umiejętnie odsłania przed czytelnikiem sprawiając, że z przyjemnością zagłębiamy się w magiczną historię zamkniętą w ponurym gmachu Hekate Hall. Gorąco polecam.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Otwarte

SztuketerOtwarte

19:33, odcien-purpury , Książki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 czerwca 2011

Tytuł: „Dziennik Bridget Jones”

Autor: Helen Fielding

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 236

Dla kobiety powyżej trzydziestego roku życia, kwestie takie, jak mąż, dzieci oraz poczucie bycia kochaną są rzeczami, jak najbardziej oczywistymi. Jednak nie dla Bridget Jones, obsesyjnie liczącej kalorie, wypalone papierosy i wypity alkohol. Na dodatek rodzina i znajomi nie omieszkają przy każdej możliwej okazji wypytać o sprawy sercowe, które dla tonącej w kompleksach Bridget prowadzą do paskudnej wizji śmierci w samotności, po której rodzina znajduje cię dopiero po trzech tygodniach na wpół zjedzoną przez owczarka alzackiego. Nie polepsza jej samopoczucia również fakt, iż najprawdopodobniej jest beznadziejnie zakochana w swoim szefie - intrygującym i przystojnym Danielu Cleaverze.

Przygody samotnej Bridget wzbogacone są dodatkowo o dokładną ilość dziennie wypalonych papierosów, zakupionych zdrapek, czasu spędzonego nad myśleniem o konkretnych osobach i wszystkich innych skrzętnie notowanych informacjach, wpływających na jej dobre samopoczucie. A o dobre samopoczucie nie jest łatwo, ponieważ główna bohaterka wykreowana jest na postać mało zaradną, naznaczoną pasmem mnożących się, życiowych błędów, od tych małych kulinarnych, po dużo poważniejsze - miłosne. Z drugiej jednak strony ciągle zaskakuje ciekawym sposobem myślenia i dużym poczuciem humoru.

Na całe szczęście, humor w tej książce jest bardzo ważny, ponieważ przedstawia on życie samotnej kobiety po trzydziestce w specyficznej otoczce absurdu – począwszy od wydarzeń, jakie rozgrywają się w życiu Bridget – a skończywszy na jej własnych przemyśleniach. Sytuacje opisane w dzienniku są lekko zniekształcone charakterem głównej bohaterki, która opisuje wszystko przez pryzmat własnych myśli, dorzucając często różne, zabawne uwagi.

Niestety kreując kobietę z dużym bagażem kompleksów i porażek życiowych, musimy również stanąć w obliczu 236 stron użalania się głównej bohaterki nad swoim pozbawionym miłości życiem. Na co, przez większość książki nie pomaga ani Mark Darcy ze swoim swetrem w romby i skarpetkami w trzmiele, którego chcą na siłę zeswatać z Bridget jej rodzice, ani żadna z przyjaciółek, które – jak się okazuje - mają problemy w równie zaawansowanym stadium co sama Bridget.

Podsumowując, „Dziennik Bridget Jones” to książka od której nie można wymagać zbyt wiele. Momentami jest bardzo zabawna, momentami przytłacza ilością problemów życiowych głównej bohaterki. Mogę polecić ją jako lekturę czysto rozrywkową, w sam raz na spędzenie miłego popołudnia.

20:46, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (10) »
środa, 29 czerwca 2011

Dopadł mnie lekki kryzys czytelniczy. Książki, które w normalnych okolicznościach czytam w dwa dni, teraz czytam i po tydzień. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa słabość, ponieważ moja biblioteczka wzbogaciła się o nowe nabytki, którym powinnam poświęcić więcej czasu. Oprócz nowego stosu książek, miałam przyjemność zostać jednym ze szczęśliwców wylosowanych na blogu u Beatrix73 i tym samym stać się szczęśliwą posiadaczką ślicznej zakładki, którą prezentuję na poniższych zdjęciach, razem z nowymi nabytkami.

  1. „Kwiat pustyni” Waris Dirie – z promocji na wydania kieszonkowe z empik.com

  2. „Kwiat śniegu i sekretny wachlarz” Lisa See – również z promocji

  3. „Hannibal. Po drugiej stronie maski” Thomas Harris – jw.

  4. „O tym, co gryzie biskupa” Giusa Bedetti – od portalu Sztukater, tak, jak i cztery pozostałe pozycje

  5. „Kanalie też mają dusze” Marie-Angel Carre

  6. „Dzień dobry, Irene” C. Nelson Douglas – po udanym spotkaniu z „Dobranoc, panie Holmes”

  7. „Dziewczyny z Hex Hall” Rachel Hawkins – jestem bardzo ciekawa tej książki od kiedy się pojawiła, mam nadzieję, że się nie zawiodę

  8. „Dziewczyny z Hex Hall. Diable szkło” Rachel Hawkins

Na brak książek na wakacje nie będę mogła narzekać. Na dodatek, po spełnionym marzeniu o własnym, wygodnym fotelu, przeznaczonym specjalnie do czytania, postanowiłam zabrać się za kolejne, które dotychczas było w sferze dalekich planów. Mianowicie, mam zamiar przygarnąć małego kotka. Jutro jadę na zakupy, by ugościć go honorowo posłaniem, torbą jedzenia, kuwetą i wszystkim, czego tylko jego kocia dusza zapragnie. Nie miałam dotychczas kota, więc jest to dla mnie zupełna nowość. Co prawda, byłam już w lecznicy dla zwierząt by zasięgnąć opinii specjalisty, jak i dokształciłam się w tej tematyce spędzając długie godziny na forach internetowych i wyobrażając sobie siebie w fotelu z kawą, książką i kotem na kolanach. Mam nadzieję, że i ja i kot nie będziemy mieć w przyszłości konfliktu interesów w związku z honorowym miejscem na wygodnym fotelu.

czwartek, 23 czerwca 2011

Tytuł: „Ostatni bastion Barta Dawesa”

Autor: Stephen King

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Liczba stron: 288

Bart Dawes ma wszystko, czego możne zapragnąć człowiek pragnący spokoju i ustatkowania. Ma dobrze płatną pracę w rozwijającej się firmie pralniczej, przyjaciół oraz udane małżeństwo. Jednak pod tym pozorem spokoju zaczyna wyłaniać się problem, który powoli niszczy jego dotychczasowe życie. Na miejscu pralni oraz domu w którym mieszka, ma powstać droga będąca przedłużeniem autostrady 784. Od tego momentu rzeczywistość zaciska się wokół niego, dając mu złudne wrażenie, że żyje w czymś na kształt szklanego snu, który nie chce się skończyć. Codzienne sprawy zdają się schodzić na drugi plan, przez co, zostaje zmuszony zrezygnować z pracy, którą i tak zaczyna zaniedbywać. Jego małżeństwo przeradza się w ruinę, gdy wychodzi na jaw fakt, iż dotychczasowe rzekome poszukiwania nowego domu to zwykłe kłamstwa. Tym czasem roboty drogowe są coraz bliżej, ale Dawes nie ma zamiaru tak łatwo zrezygnować. Przychodzi czas na jego ostatni bastion.

Powieść w dużej mierze jest zagłębieniem się w psychikę Barta, sączącego comfort zmieszany z seven up i przerzucającego w pamięci obrazy z przeszłości, zwłaszcza te, dotyczące jedynej ciemnej plamy w jego życiu – nieżyjącego syna. Towarzyszą temu od czasu do czasu szalone jazdy po autostradzie, które zawsze ciągną go do jednego miejsca - sterty żelaznych maszyn, buldożerów i dźwigów, które tylko czekają by zniszczyć dorobek jego życia. Jest tu wszystko, co typowe dla twórczości Kinga. Zgłębianie się psychikę bohatera, mnogość opisów oraz realistycznie wykreowane postacie.

W większości przypadków o Kingu można pisać dobrze lub bardzo dobrze. Rzadko trafia się, by któraś z jego książek mogła zawieść. W wypadku „Ostatniego bastionu Barta Dawesa” mówimy o książce dobrej, która, chociaż bardziej przypomina dobrze rozbudowane opowiadanie, jest jak najbardziej godna polecenia.

18:31, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (2) »
środa, 15 czerwca 2011

Tytuł: „Dziewczyna, która pływała z delfinami”

Autor: Sabina Berman

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 232

Premiera: 16 czerwca 2011r.

Główną bohaterką „Dziewczyny, która pływała z delfinami” jest Karen u której zdiagnozowano autyzm wysokofuncjonujący. Znaleziona przez ciotkę, która przyjechała do Mazatlan w Sinaloa przejąć spadek w postaci przetwórni tuńczyka Pociecha, nie potrafiła ani mówić, ani wyrażać emocji. Jej inteligencja została zaklasyfikowana gdzieś pomiędzy imbecylizmem a idiotyzmem. Okazało się również, że w jej mózgu brakuje połączeń nerwowych odpowiedzialnych za kłamanie, jednak jednocześnie osiąga astronomiczne wręcz wyniki w testach na myślenie przestrzenne, koncentrację oraz organizację przestrzeni. Powoli ucząc się podstawowych zasad życia z ludźmi, trafia najpierw do szkoły dla dzieci opóźnionych umysłowo, by potem kontynuować edukację na studiach zootechnicznych z przyklejoną przez siebie do piersi żółtą karteczką z napisem „Inne zdolności”.

Kontynuując przygodę z Karen w końcu trafiamy na temat delfinów, a dokładnie tuńczyków, jako, że delfiny w tej powieści jedynie towarzyszą tym rybom w czasie migracji, żywiąc się resztkami zjadanego przez nie pokarmu. A o samych tuńczykach jest bardzo dużo, począwszy od podstawowych informacji na temat ich życia i wędrówki, poprzez cenę specjału jakim są mięśnie brzucha tuńczyka błękitnego oraz zagłębiając się dalej w temat, sposoby połowu i przyrządzania - a wszystko to w samym centrum rozrastającej się przetwórni, której udziałowcem zostaje Karen.

W tym niecodziennym połączeniu mieści się pewna oryginalność, która wprowadza nas w świat autystycznej dziewczyny lubiącej leżenie na dnie morza. Jest to bardzo spokojna historia, pozbawiona wartkiej akcji i co ciekawsze, pisana z perspektywy samej Karen. Nie jest to jednak historia dziewczyny, która przez kontakt z przyrodą zyskała coś, co od urodzenia było jej niedostępne. Raczej jest to powolne zagłębianie się w odmienne spojrzenie na rzeczywistość, wykwitającą w umyśle kobiety będącej pod pewnymi względami jeszcze dzieckiem.

Ta spokojna, relaksująca i oryginalna historia jest bez wątpienia warta polecenia wszystkim gotowym zmierzyć się ze światem pozbawionym metafor. Osobiście zaliczam ją do jednych z ciekawszych i niezwykle wciągających pozycji, którą polecam dosłownie wszystkim - nie tylko fanom tuńczyka.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak

Znak

18:16, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 czerwca 2011

Tytuł: „Uciekinier”

Autor: Daniel Silva

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 382

W dzień finałowej potyczki zawodów szachowych znika jeden z zawodników – Grigorij Bułganow, uciekinier należący niegdyś do rosyjskich służb specjalnych. Szefowie brytyjskiego wywiadu podejrzewają, że uciekł on z powrotem do Rosji, w co jednak nie jest w stanie uwierzyć Gabriel Allon, któremu kiedyś Grigorij uratował życie. Nagrania z kamer przemysłowych wskazują, że ostatni raz był widziany po godzinie osiemnastej, po tym jak wsiadł do czarnego mercedesa sedana i odjechał z nieznanymi ludźmi. Gabriel stara się za wszelką cenę oczyścić Grigorija z podejrzeń o bycie podwójnym agentem oraz odkryć, co tak naprawdę zmusiło jego dawnego kompana do nagłego zniknięcia.

„Uciekinier” jest dziewiątym tomem, którego głównym bohaterem jest znany ze swoich talentów malarskich i zamiłowania do sztuki, agent izraelskiego wywiadu - Gabriel Allon. Tym razem, zmuszony przerwać pracę nad odrestaurowywaniem XVII-wiecznym obrazu na zlecenie Watykanu decyduje się na zebranie oddziału składającego się z sześciu ludzi znanych pod kryptonimem Barak z hebrajskiego oznaczający „Błyskawicę”, ze względu na umiejętności szybkiego zebrania się i uderzenia prosto w wroga. Cała operacja jednak staje się bardziej skomplikowana, gdy na jaw wychodzi fakt, iż związek z niedawnymi wydarzeniami ma również jeden z największych wrogów Gabriela – Iwan Charkow.

Jak przystało na powieść szpiegowską w książce przeważają dokładne opisy tajnych operacji, jednak – co ważne - często są one przybliżane czytelnikowi dopiero po wykonaniu zadania, tak, że podczas czytania nasuwa się jedynie pytanie „Jak to zrobili?”. A zrobione jest wszystko bez wątpienia w wielkim stylu. Niektóre z działań, jak chociażby moment w którym Grigorij wsiada do samochodu zostają poddane gruntownej analizie, inne natomiast ograniczają się tylko do podania niezbędnych informacji na temat tego, jak przeprowadzono daną akcję. Również metody prowadzenia przesłuchań, porwań oraz pozbywania się niewygodnych świadków zasługują na uznanie. Przeprowadzane są od najbanalniejszych zasadzek, po wyrafinowane użycie radioaktywnego polonu-210.

Pomimo, iż jest to dziewiąty tom serii książkę można czytać bez znajomości poprzednich pozycji. Co prawda, momentami pojawiają się nawiązania do poprzednich części, jednak każdy szczegół potrzebny do zrozumienia fabuły zostaje przez autora przypomniany i wytłumaczony tak, by czytelnik mógł być na bieżąco z powiązaniami głównego bohatera z poszczególnymi postaciami.

Podsumowując, całość prezentuje się bardzo dobrze, pokazując, jak naprawdę wyglądają polityczne układy między różnymi grupami i ile z tego okazuje się w rzeczywistości prawdą. Podejrzewam jednak, że książka ze względu na swoją tematykę bardziej przypadnie do gustu męskiemu gronu czytelniczemu oraz fanom gatunku spragnionym lekkiej, dobrze napisanej powieści szpiegowskiej.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Muza

SztuketerMuza

18:36, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
sobota, 04 czerwca 2011

Tytuł: „Pożeracz snów”

Autor: Bettina Belitz

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 510

Premiera: 16 czerwca 2011r.

Siedemnastoletnia Elisabeth przeprowadza się razem z rodzicami z tętniącej życiem i rozrywkami Kolonii do przesiąkniętego wiejskim klimatem i spokojem Kaulenfeld w Westerwaldzie. Tym samym zostawia za sobą wszystko, na co tak ciężko pracowała, by stać się lubianą i zauważaną – dwie najlepsze przyjaciółki, coniedzielne wyjścia do kina, zakupy w centrach handlowych oraz swoją wielką niespełnioną miłość z którą nawet nie zamieniła nigdy słowa – Grischę. W nowym miejscu okazuje się, że musi wszystko zacząć od początku, co wcale nie przychodzi jej łatwo. Na dodatek na jej drodze pojawia się tajemniczy chłopak o imieniu Colin, który pewnego dnia ratuje ją przed utonięciem by potem pozostawić w lesie niezaszczyconą nawet jednym spojrzeniem. Od tego czasu chcą nie chcąc Ellie coraz częściej trafia na Colina i staje się nim coraz bardziej zaintrygowana, począwszy od samego faktu, że nigdy nie udaje jej się dostrzec jego twarzy a skończywszy na jego niezwykłych umiejętnościach sztuki walki, które w jego wykonaniu bardziej przypominają taniec niż serię ciosów. Kim tak naprawdę jest Colin i jaki związek mają z nim sny o niemowlęciu, które coraz częściej nawiedzają Ellie?

Elisabeth wydaje się od początku nie pasować do miejsca w którym przyszło jej zamieszkać, jednak powoli, wraz z upływem czasu zaczyna zdawać sobie sprawę, że to wszystko, czym kiedyś się otaczała tak naprawdę nic dla niej nie znaczy. Jest to pierwszy etap w jej nowym życiu, który pokazuje, jak nieistotne są drogie ciuchy, zbyt ostre perfumy jej przyjaciółek, wyregulowane brwi i kolczyk w pępku, którego i tak nigdy nie chciała. Ta wewnętrzna przemiana odkrywa oblicze silnej i upartej, chociaż zbyt często płaczącej dziewczyny a tym samym - fałszywe przyjaźnie i niespodziewanych sprzymierzeńców, którzy nagle pojawiają się jej w życiu.

Główny wątek napędzany wewnętrzną przemianą Ellie dotyczy w dużej mierze wybranka jej serca, który nie okazuje początkowo zbyt wielkiego entuzjazmu na widok głównej bohaterki. Sama Ellie przez większość czasu ma zaczepne podejście do Colina dzięki czemu autorce udało się uniknąć melodramatyczności jaka mogłaby powstać w wyniku zderzenia dystansu Colina z rosnącym zaintrygowaniem Elisabeth. Dochodzi do tego jeszcze wątek fantastyczny, który opiewa wokół istot żywiącymi się snami, wyszukującymi pożywienia wśród przepełnionych szczęściem, niczego nieświadomych dusz ludzi i zwierząt. Jest on bardzo zgrabnie wbudowany w fabułę powieści i nie zostawia poczucia całkowitej nierealności. Delikatnie przeprowadza czytelnika poprzez kolejne fakty na temat nowo odkrytego świata i tych niezwykłych istot.

„Pożeracz snów” to wyczerpująca pozycja, której zarówno język, jak i sprawne przedstawianie rodzącego się uczucia pomiędzy Ellie a Colinem sprawia, że całość jest harmonijną historią o przezwyciężaniu lęku, osnutą w sieć magii oraz zwykłych ludzkich pragnień.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak

Znak

19:14, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 31 maja 2011

Tytuł: „Purpura i czerń”

Autor: J. P. Gallagher

Wydawnictwo: Promic

Liczba stron: 256

Historia oparta na faktach, której głównym bohaterem jest Hugh O'Flaherty – ksiądz katolicki pochodzenia irlandzkiego. W czasie trwania II wojny światowej założył tajną organizację zajmującą się sprowadzaniem pomocy dla uchodźców wojennych. Szacuje się, że w wyniku tych działań ocalił on około czterech tysięcy ludzi zapewniając im odpowiednie zakwaterowanie, wspomogę pieniężną oraz podrobione dokumenty umożliwiające w miarę bezpieczne poruszanie się pomiędzy wrogimi jednostkami patrolującymi ulice.

O'Flaherty zwany „Szkarłatnym Kwiatem Watykanu” oprócz niesiania pomocy potrzebującym był znany ze swojego zamiłowania do golfa oraz umiejętności bokserskich. W powieści zahaczamy jeszcze o czasy sprzed święceń kapłańskich, by dokładnie przyjrzeć się postawie życiowej O'Flaherty'ego a zwłaszcza irlandzkiemu nacjonalizmowi.

Główna oś powieści dotyczy jednak działań prowadzonych w zakresie zapewniania bezpieczeństwa wszystkim uchodźcom na których udało się natrafić pomocnikom O'Flaherty'ego. Naszkicowana zostaje cała sieć intryg jaka była potrzebna by zapewnić ludziom schronienia a także by zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy decydowali się na przyjmowanie uchodźców we własnych domach. O bezpieczeństwo jednak było trudno, ponieważ pomimo ciągłej czujności często zdarzały się niespodziewane naloty gestapo pod dowództwem Herberta Kapplera. Sam O'Flaherty nie mógł bezpiecznie poruszać się pomiędzy ludźmi, ponieważ Kappler usłyszawszy o poczynaniach księdza kazał narysować białą linię na granicy Watykanu z Włochami, po której przekroczeniu O'Faherty miał zostać natychmiast aresztowany. Z tego powodu rozrosła się wewnętrzna sieć przekazywania informacji. Używano kodów do zapisywania wydanych pieniędzy, żołnierze przebrani za księży zajmowali się przekazywaniem informacji i sprawdzaniem bezpieczeństwa kryjówek a radiostacje umieszczano w parkach pod pozorem przytulającej się do siebie pary.

Wydarzenia rozgrywające się w „Purpurze i czerni” zostały opisane w taki sposób, by czytelnik nie gubił się w natłoku faktów historycznych. O samej wojnie wspomniano tyle na ile dotyczyło to działań prowadzonych na terenie Watykanu bardziej skupiając się na tym zamknięty świecie w którym kwitł czarny rynek i plany uwolnienia ludzi przetrzymywanych w więzieniu Regina Coeli.

Jest to niezwykle ciekawa pozycja, która stanowi na pewno dobre uzupełnienie wiedzy na temat tamtego okresu. Ze względu na prosty sposób opowiadania książka ta nadaje się również dla osób nie związanych z tematyką wojenną, chociaż na pewno większą przyjemność z lektury wyciągną z niej osoby obracające się dość swobodnie w tej tematyce.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Promic

SztuketerPromic

20:03, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 maja 2011

Tytuł: „Kto zabił Inmaculadę de Silva?”

Autor: Marina Mayoral

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 168

Siedemnastoletnia Etelvina pragnie zostać pisarką. By rozwinąć umiejętności w tej dziedzinie a także by zaspokoić swą młodzieńczą ciekawość, postanawia dowiedzieć się jak zginęła jej krewna Inmaculada de Silva, która podobno w dzień swojej śmierci zabrała do grobu również Antona del Canote przez jednych uważanego za bohatera i postać prawie mityczną, przez innych za zwykłego przestępcę. Etel razem ze swoją kuzynką Catarą oraz wybrankiem serca Juanchem postanawiają przyjrzeć się bliżej tej historii zarówno z perspektywy ludzi przekazujących sobie niejasne pogłoski na ten temat, jak i dwóch świadków wydarzeń tamtego dnia: stolarza Ramona i kucharki Eusebi.

Książka przedstawiona jest w formie pamiętnika w którym Etelvina zebrała wszystkie informacje uzyskane od osób znających Inmaculadę, zapisując ich wypowiedzi wzbogacone dodatkowo o jej własne komentarze. Oprócz historii tajemniczej śmierci na patio w La Brani poznajemy również samą Etel, która przywołuje w pamiętniku swoje rozwijające się relacje z Juanchem. Jest to ważny wątek, ponieważ jest on podobny do tego, co prawdopodobnie miało miejsce pomiędzy Inmaculadą a Antonem i co pozwala przedstawić ich wzajemne stosunki

Relacja obejmuje również zapiski z rozmów z ciotecznymi babciami Etel, które nakreślają w opowieści tło historyczne oraz pokazują jakie zachowanie było uznawane za stosowne kobiecie, porównując je chociażby z własnymi doświadczeniami. Dużo miejsca poświęcono kwestiom łowieckim, ponieważ Inmaculada była dobrym strzelcem i często uczestniczyła w polowaniach, co w tamtym czasie nie było zbyt dobrze przyjmowane przez ludzi. Relacje miedzy mężczyzną a kobietą były pełne delikatnych kłamstw w których kobieta musiała prawić komplementy mężczyźnie, nawet gdy ten na nie nie zasługiwał. W zwyczaju było by mówiono tylko to, co mężczyzn pragną usłyszeć, ponieważ dzięki temu nie czuł się gorszy od swojej potencjalnej wybranki. Tak więc, wszystkiego sporty - w tym również strzelectwo – było traktowane jako domena mężczyzn i jeśli trafiła się kobieta posługująca się bronią lepiej niż niejeden wytrawny myśliwy, nie mogła ona liczyć na szybkie zamążpójście.

Jeśli chodzi o samą powieść, problemy mogą sprawiać liczne powiązania rodzinne, których jest tu dość pokaźna ilość i w których łatwo się pogubić. Na całe szczęście by ułatwić czytelnikowi rozeznanie się w istnej lawinie imion i nazwisk na końcu książki umieszczono drzewo genealogiczne rodziny de Silva będące wskazówką dla śledzenia poszczególnych wydarzeń i relacji.

„Kto zabił Inmaculadę de Silva?” utrzymane jest w konwencji niedomówień, pozwalając by każdy wyciągnął z tej historii własne wnioski. Tak więc, jeśli lubimy rozwiązywanie tajemnic i cenimy sobie dobrze opowiedzianą historię, która przeniesie nas w świat walki o wolność i własne przekonania, to jest to pozycja adresowana jak najbardziej do nas. Gorąco polecam.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Muza

SztuketerMuza

15:00, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 maja 2011

Tytuł: „Śmierć mówi w moim imieniu”

Autor: Joe Alex (Maciej Słomczyński)

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Liczba stron: 152

Joe Alex razem ze swoją przyjaciółką Karoliną otrzymują zaproszenie od inspektora policji Beniamina Parkera na sztukę teatralną Krzesła, która okazuje się być wielkim sukcesem zwłaszcza dla odtwórcy głównej roli – Stefana Vincy'ego. Jednak ku zaskoczeniu publiczności odtwórca roli Starego nie pojawia się na scenie po zakończeniu gry, pomimo licznych aplauzów i okrzyków zachwyconych widzów. Kilkadziesiąt minut później inspektor otrzymuje telefon z informacją, że Vincy został znaleziony martwy w swojej garderobie ze sztyletem wbitym serce. Razem z Joe Alexem postanawiają przyjrzeć się bliżej dokonanemu morderstwu i ustalić komu zależało na śmierci aktora.

Większość śledztwa odbywa się w przestrzeni ograniczonej do budynku teatru, co sprawia, że już na początku czytelnik dostaje pełną listę osób wśród których ukrywa się morderca. Jednak zeznania ludzi przebywających w pobliżu miejsca zbrodni wskazują, że nikt nie mógł popełnić morderstwa nie będąc narażonym na wykrycie, lub chociażby nie wzbudzając zainteresowania personelu teatru. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że Vincy był powszechnie nielubiany ze względu na swoją pyszałkowatość oraz brak poszanowania dla innych osób, pomimo iż zabójstwa dokonano sztyletem z wygrawerowanym napisem: Pamiętaj, że masz przyjaciela, a w zaciśniętej ręce denata znaleziono pustą kopertę, która nijak pasuje do przypuszczeń snutych przez inspektora policji. Detektyw staje przed trudnym zadaniem – ma tłum podejrzanych i ani jednej poszlaki wskazującej bezpośrednio na mordercę.

Jak przystało na dobry kryminał, tak i tu nie może również zabraknąć „genialnego umysłu”, dla którego żadna zbrodnia nie jest tajemnicą. Niestety ze względu ta ten „genialny umysł” którym jest sam Joe Alex dochodzi do przeidealizowania postaci, co momentami może negatywnie nastawić czytelnika do lektury. Osoba inspektora policji również ucierpiała na tym sposobie prowadzeniu fabuły, ponieważ Parker stanowi jedynie tło dla poczynań Alexa nie rozumiejąc nic z jego genialnej metody dedukcji. Nie byłoby to tak szczególnie rażące gdyby nie to, że autor cały czas przestawia Alexa jak skromnego obserwatora, który z niejaką niechęcią mówi o swoich odkryciach, które – jak łatwo się domyślić – zawsze są trafne.

Pomimo tego stereotypowego przedstawienia postaci „Śmierć mówi w moim imieniu” jest dobrym kryminałem, z bardzo dobrze skonstruowaną fabułą w której przedstawione są często prawie absurdalne rozwiązania, które koniec końców zostają wytłumaczone co do najmniejszego detalu. Polecam wszystkim miłośnikom krótkich i lekkich kryminałów.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Dolnośląskie

Sztuketer

Tagi: joe alex
15:52, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (9) »
środa, 18 maja 2011

Tytuł: „Nowicjuszka”

Autor: Trudi Canavan

Wydwanictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 650

Po przezwyciężeniu nieufności w stosunku do magów Sonea postanawia przyłączyć się do Gildii i rozpocząć naukę, jako pierwsza w historii Nowicjuszka nie pochodząca z żadnego z bogatych i potężnych rodów. Jak się okazuje jest to dopiero początek koszmaru jaki czeka ją za murami uczelni. Studenci oraz nauczyciele nie darzą ją sympatią a wśród nich wyjątkowo daje jej się we znaki Regin, który nie przepuści żadnej okazji by dokuczyć „dziewczynie ze slumsów”. W tym samym czasie Dannyl zostaje mianowany Drugim Ambasadorem Gildii w Elyne, co zapoczątkowuje jego podróż do tego kraju. Na miejscu spotyka młodego uczonego Tayenda, który na co dzień spędza czas w gmachu Wielkiej Biblioteki. Jak się okazuje misja Dannyle nie będzie dotyczyła tylko jego pozycji dyplomatycznej. Na miejscu otrzymuje list od Administratora Lorlena z prośbą o przestudiowanie drogi jaką przebył kiedyś Akkarin oraz podzieleniem się wszystkimi interesującymi odkryciami dotyczącymi starożytnej magii. Dannyl jednak nie podejrzewa, że za tą niewinną prośbą kryje się tak naprawdę próba okrycia źródła niezwykłej mocy Akkarina i jego związku z czarną magią.

W odróżnieniu od poprzedniej części „Nowicjuszka” jest bardziej dynamiczna i odkrywa więcej informacji na temat wielu postaci, oraz samego posługiwania się magią. Cześć fabuły niezłomnie skupia się na Sonei dręczonej przez Regina, który zwłaszcza upodobał sobie zaskakiwanie ją w pustych korytarzach w towarzystwie kilku pomagierów gotowych pokazać, że jej miejsce nie jest wśród ludzi wysokiego pochodzenia. Nieciekawa sytuacja dziewczyny ma też związek z odkryciem przez nią niecnych praktyk Akkarina, co w końcu prowadzi do poważnych konsekwencji dla niej oraz jej mentora – Rothena.

Dużo czasu poświęcono również Dannylowi i Tayendowi, którzy wędrują po świecie Krain Sprzymierzonych odkrywając w czasie wolnym od zajęć dyplomatycznych drogę przemierzaną kilka lat wcześniej przez Akkarina. Ta dwójka jest ważna również z innego powodu. Jak się okazuje ze względu na głęboką przyjaźń pomiędzy Tayendem a Dannylem zaczynają się rodzić pytania, co do prawdziwej natury i skłonności tego drugiego. Zbliżenie między nimi jest budowane bardzo subtelnie i naturalnie, za co należą się brawa autorce. Osoby, które są wyczulone na bliższe stosunki męsko-męskie nie powinny odczuwać podczas lektury dyskomfortu związanego z relacjami zachodzącymi między magiem a uczonym.

„Nowicjuszka” bez wątpienia prezentuje się znacznie lepiej od „Gildii Magów”. Jest tu więcej nowych wątków, nowych pytań oraz tajemnic do odkrycia. Jeśli komuś przypadł do gustu pierwszy tom Trylogii Czarnego Maga, to sięgnięcie po „Nowicjuszkę” powinno go tylko umocnić w przekonaniu, że książki Trudi Canavan są warte czasu poświęconego na ich przeczytanie. Gorąco polecam.

21:28, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (7) »
niedziela, 15 maja 2011

Kilka lat temu miałam przyjemność spotkać się z Jefferym Deaverem i od tego czasu powiedziałam sobie, że nie przepuszczę żadnej okazji spotkania się z autorami. Ponieważ w tym roku na Warszawskich Targach Książki miała pojawić się jedna z ulubionych pisarek mojej przyjaciółki postanowiłyśmy nie zwlekać, wstać o 5 rano, zapakować się do ciasnego i dusznego busa i pojechać do Warszawy. Już na miejscu rozpychając się łokciami oraz taranując ludzi dotarłyśmy do stoiska Platona godzinę przed czasem, gdzie naszym oczom ukazał się tłum ludzi czekający na pojawienie się Trudi. Udało nam się zająć około dwudzieste miejsce w kolejce, gdy tym czasem ludzi za nami przybywało, aż w końcu ciężko było określić w którym miejscu stoi ostatnia osoba. Po ponad godzinie oczekiwań nasz trud wreszcie został nagrodzony pojawieniem się autorki.

Przy okazji szykowania się do spotkania przyjaciółka wpadła na świetny pomysł zakupienia czegoś słodkiego w podzięce za całokształt pracy. Na widok wiśni w likierze Trudi bardzo się ucieszyła :)

Niestety przerwała nam na chwilę ekipa telewizyjna chcąca nakręcić pięciominutowy wywiad, jak na złość trafiając na moment, gdy miałam właśnie z wypiekami na twarzy dawać książkę do podpisu. Kiedy doszło już co do czego oczywiście zasiadłam z tym idiotycznym wyrazem twarzy wyrażającym bezgraniczne szczęście, które wzrosło dwukrotnie, gdy Trudi powiedziała, że podoba jej się moja bluzka. Podziękowałam za wpis i wyruszyłyśmy na dalsze zakupy.

Przyznam się, że w tym roku nie zaszalałam z ilością książek, ponieważ promocje nie były zbyt wielkie. Głównie można było trafić na tytuły o 3-5zł tańsze. Jedynie z większych promocji rzuciła mi się w oczy ta, na stoisku Prószyński i S-ka wynosząca 25% oraz American Bookstore - 20%. Niestety jak na złość nie mieli „Pod napięciem” Jeffery'ego Deavera, więc pocieszyłam się kupując na jednym ze stoisk przed Pałacem Kultury i Nauki „Spirale strachu” tego samego autora za 10zł. Cieszę się również z tego, że nareszcie udało mi się kupić zakładki na magnes, których z ostatniego zakupu zostało raptem dwie sztuki.

W przyszłym roku również planujemy taki wypad jeśli tylko będziemy mieć czas i pieniądze. Wam również polecam :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
UWAGA!
Przerwa wakacyjna.
Kontakt : kaldorei@op.pl

____________________


____________________


____________________


____________________


2009
2010
2011
2012

____________________



Wszystkich zainteresowanych literaturą oraz mających jakieś niecierpiące zwłoki pytania związane z książkami (chętnie służę pomocą:), jak i wydawnictwa (i nie tylko) zainteresowane współpracą, zachęcam do napisania do mnie na poniższy e-mail:
kaldorei@op.pl

____________________

2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Kaldorei has read 26 books toward her goal of 60 books.
hide
____________________



____________________

Sztukateria Antykwariat IRKA ____________________


Lubię czytać
Lubię czytać
Spis moli
Lubię czytać YesBook

____________________


Initium Znak Znak AMEA Media Rodzina Bukowy Las
____________________

____________________




Moje fotografie:
Portfolio


____________________