Z miłości do książek
sobota, 14 maja 2011

Tytuł: „Nie ma o czym mówić”

Autor: Marta Szarejko

Wydawnictwo: Amea

Liczba stron: 118

„Nie ma o czym mówić” to książką której bohaterami są ludzie często zaliczający się do marginesu społeczeństwa. Złodzieje, bezdomni, żebracy, bezrobotni, ale również bywalcy jadłodajni oraz wszelkich noclegowni. Chociaż podział wydaje się być łatwy do nakreślenia, to w rzeczywistości okazuje się, że osobom przedstawionym w książce nie da się przypisać konkretnej kategorii. W tej mieszance charakterów pojawiają się między innymi: Cyganka opowiadająca swe sny, Marzenka z autobusu 106, mafiozo Don Ivo z Warszawy oraz kobieta której śni się, że jest Fridą. Przy czym autorka nie buduje określonej fabuły, a jedynie pozostawia możliwość głosu każdej z postaci występujących w książce, dając im szanse na bycie wysłuchanym.

Część wypowiedzi została przedstawiona w formie monologów, co sprawia, że czytelnik może patrzeć jedynie przez pryzmat snutych przemyśleń konkretnych postaci, skupiających się na własnej osobie. Innym razem, stoimy z boku obserwując chwilę obecną, przedstawianą nie jako dokładny ciąg następujących po sobie czynności, ale konkretny obraz zamrożony w czasie.

Wspomniane monologi i opisy są pełne delikatnych niedomówień i przez to dość sugestywne. Ich krótka, zaskakująca forma pozwala pozostawić miejsce dla wyobraźni, nie dając nam prostych i oczywistych rozwiązań. Wypowiedzi oddają specyfikę ich autorów, co sprawia, że dla podkreślenia charakteru pojawiają się często niegramatyczne formy, oraz inwektywy.

W tej książce króluje również pewnego rodzaju anonimowość. Niektórzy bohaterowie, jak i ich problemy powoli stapiają się w całość dając niepokojący obraz życia poza ramami społeczeństwa oraz próbę odnalezienia szczęścia przez ludzi zagubionych w ciemnych zakamarkach własnego życia.

Język jakim operuje autorka jest dość swoisty i z racji tego nie dla wszystkich ta książka może okazać się satysfakcjonująca i zrozumiała. Jeśli jednak zdecydujemy się na bliższe zapoznanie z debiutem Marty Szarejko możemy się spodziewać ciekawie napisanej i oryginalnej, choć niestety dość krótkiej lektury.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Amea

Amea

15:32, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 maja 2011

Tytuł: „Wieczne życie”

Autor: Wolf Haas

Wydawnictwo: G+J

Liczna stron: 224

Po trzech tygodniach śpiączki prywatny detektyw Simon Brenner budzi się w Klinice Neurologicznej w Grazu z raną postrzałową głowy. Ten nagły powrót do świata żywych okazuje się jednak nie całkiem udany, gdyż lekarze informują go, że przyczyną stanu jego zdrowia była próba samobójcza. Brenner jednak nie wierzy w wersję lekarzy i nie zmienia zdania nawet wtedy, gdy dowiaduje się o pozostawionym przez siebie testamencie. Co prawda, pamięć z czterech ostatnich dni sprzed postrzału to istna plątanina cieni, ale jednego jest pewien - wraz z kulą utkwił mu w głowie obraz szefa policji mierzącego do niego ze starego walthera.

„Wieczne życie” nie należy do typowych kryminałów głównie przez wzgląd na nietypowy sposób opowiadania o toczących się wydarzeniach. Narrator nie tylko opisuje kolejne postępy w śledztwie Brennera, gdy ten pędzi na motorze z bandażem na głowie i garścią tabletek przeciwbólowych w żołądku, ale jednocześnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że sam niejako uczestniczy w tych wydarzeniach. Z tego też względu język jakim posługuje się przy relacjonowaniu kolejnych odkryć w śledztwie przypomina rodzaj pogawędki upstrzony kolokwializmami i różnymi wtrąceniami, jak chociażby „ten tego” itd.

W książce przeważają opisy zdarzeń, chociaż nie brak również i tych, dotyczących uczuć samego Brennera. Jednak wszystko jest swojego rodzaju domysłem narratora i sprowadza całość bardziej do zagłębiania się w przemyślenia, niż rzeczywisty opis wydarzeń.

Wątek kryminalny trochę ginie pod wpływem języka, zwłaszcza, że narrator dość często rezygnuje z opisu tego, co się aktualnie dzieje na rzecz snucia głębszych przemyśleń na temat stanu psychicznego bohatera. Taki sposób prowadzenia akcji wprowadza nieraz zamieszanie i często można odnieść wrażanie, że autor specjalnie przerywa w ważnym momencie na rzecz snucia kolejnych wywodów, by pozostawić czytelnika w stanie niewiedzy i napięcia, aż do późniejszego momentu wyjaśnienia całego zdarzenia.

Podsumowując jest to trochę żartobliwa, lekka pozycja, której jedyną wadą jest często chaotyczny sposób prowadzenia fabuły. Jest to jedna z tych książek o których dość szybko się zapomina i przy których można jednocześnie spędzić mile deszczowe popołudnie. Jeśli ktoś lubuje się w kryminałach od których nie musi oczekiwać zbyt wiele, to „Wieczne życie” na pewno zadowoli jego czytelnicze potrzeby.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / księgarnia Matras

SztuketerMatras

Tagi: Wolf Haas
10:49, odcien-purpury , Książki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 maja 2011

Tytuł: „Wbrew naturze”

Autor: Praca zbiorowa

Wydawnictwo: Amea

Liczba stron: 240

„Wbrew naturze” to zbiór opowiadań którego bohaterem jest starość. Przedstawiona zarówno z perspektywy ludzi, którzy obcują z nią na co dzień, jak i tych, którzy dopiero zaczynają szukać jej oznak w pierwszych zmarszczkach przecinających niegdyś gładkie oblicza. Dla jednych jest intruzem, który podstępnie wkrada się w życie przygniatając plecy bagażem trosk i chorób, natomiast dla innych - długo oczekiwanym gościem w którym odnajdują zapowiedź spokoju i zrozumienia.

To między innymi historia staruszki, która pewnego dnia zdaje sobie sprawę, że zniknęła dla świata i postanawia podmienić metki w sklepach z odzieżą oraz tabliczki w tramwajach. Mężczyzny, który po obudzeniu zdaje sobie sprawę, że wgniecenie w poduszce obok jest jedyną pamiątką po tym, co już nigdy nie wróci. Kobiety, której matka powoli gubi się w teraźniejszości i dla której przeszłość snuje alternatywną historię.

Obserwujemy starość podążając wzrokiem za ludźmi, którzy powoli zaczynają zdawać sobie sprawę z własnej śmiertelności. Akceptację, która rodzi się wraz ze zrozumieniem, że pomarszczone dłonie i blaknące odbicie w lustrze to preludium do śmierci, które - jeśli człowiek podda się jego melodii – przyniesie spokój i ukojenie oraz pogodzenie się z tym co było i najważniejsze – z tym co nastąpi.

Jest to również starość pełna obserwatorów. Ludzi, którzy przyglądają się jej niczym egotycznej chorobie z pewną dozą obrzydzenia jak i fascynacji. Nieodłącznym elementem życia, który wzbudza strach obietnicą samotności oraz wykluczeniem ze społeczeństwa. Pamięci po której pozostają jedynie stare fotografie i coraz rzadziej opowiadane historie rodzinne.

W „Wbrew naturze” znajdziemy opowiadania każdego rodzaju. Cześć z nich porusza proste życiowe problemy, inne zagłębiają się w filozoficzne aspekty całego procesu w którym nie brak również psychologicznego podejścia. Obserwacja następuje oczami różnych ludzi, w różnym wieku, często przeciwstawiając sobie młodość i pierwsze oznaki dojrzałości, tym mniej pożądanym przychodzącym wraz z późnym wiekiem. Ta różnorodność stanowi bez wątpienia silny atut całego zbioru, ukazując tak wiele perspektyw, jak wiele jest jej bohaterów, a każdy z nich jest innym obliczem tego samego – starości.

***

Pełna lista autorów:

Aida Amer, Natalia Bobrowska, Agnieszka Dorotkiewicz, Anna Janko, Włodzimierz Kowalewski, Michał Królik, Roman Lipczyński, Marta Mizuro, Grażyna Plebanek, Zyta Rudzka, Beata Rudzińska, Hanna Samson, Tomasz Sobieraj, Izabela Sowa, Joanna Stróżniak, Michał Sufin, Izabela Szolc

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Amea

Amea

22:51, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (1) »
środa, 04 maja 2011

Tytuł: „Naga”

Autor: Izabela Szolc

Wydawnictwo: Amea

Liczba stron: 156

„Naga” to książka przesiąknięta do ostatniej kartki kobiecością. Przedstawiona w formie krótkich opowiadań z delikatnie zarysowanym tłem, odkrywających głębie każdej pojedynczej emocji ukrytej pod zasłoną zwiewnej letniej sukienki, ale również i wytartej pary jeansów. Każda z tych historii przedstawia jeden z portretów kobiety, które razem tworzą niezwykłą galerię pełną samotności, nagości, matek oraz wdów. Pokazują sposób patrzenia na świat przez pryzmat bycia kobietą - spostrzeganie codzienności, problemów, ludzi oraz przede wszystkim własnego wnętrza.

Problemy poruszane w książce cechuje pewna wielowarstwowość. Nie istnieje jawne ograniczenie pomiędzy zachodzącymi na siebie portretami. Kobieta samotna to również matka, wdowa to kobieta kochająca, a kochająca kobieta może być też kobietą samotną. Połączenia te cechuje pewna uniwersalność, która pozwala czytelnikowi na odnalezienie w tych historiach czegoś tylko dla siebie.

Na uwagę zasługuje zwłaszcza część nawiązująca do postaci zamkniętych w kartach historii, w tym do Marii Skłodowskiej-Curie przedstawionej w zbiorze opowiadań jako wdowa, której ból po stracie męża jest opisany w sposób tak realny, że staje się niemal namacalny. Oprócz przemyśleń i istoty cierpienia w opowiadaniu pojawiają się między innymi fragmenty z „Dziennika żałoby”, oraz pism i listów, a także – w innych opowiadaniach – fragmenty wierszy, które podkreślają często oniryczny nastrój ukryty w każdej z historii.

W „Nagiej” pojawia się również tematyka gwałtu – dziewczyny, która od dziecka chroniona przez rodziców staje się w końcu jego ofiarą, miłości pomiędzy kobietami, tak zakazanej, jak i słodkiej, oraz mężczyzny, którego cielesność okrywająca duszę kobiety jest wyrazem błędu Boga. Często trudne i odrzucające tematy, tu stają w pełnej chwale, by móc opowiedzieć historię o inności i odrzuceniu, akceptacji i miłości, której poszukują jej bohaterowie. Pomaga w tym również narracja pierwszoosobowa, nieraz bardziej przypominająca zapisy w sekretnym pamiętniku, niż aktualny opis wydarzeń.

Dla kogo jest to książka? Przede wszystkim dla kobiet, zarówno tych porzuconych, szukających, jak i odnajdujących. Głęboka, ekspresywna i na wskroś kobieca, pełna delikatnych niedomówień, pozwalająca na powolne zatapianie się w świat pełen przemyśleń i rozważań, na pewno przypadnie do gustu wszystkim miłośniczkom literatury kobiecej.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Amea

Amea

21:09, odcien-purpury , Książki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 maja 2011

Tytuł: „Ostatnie królestwo”

Autor: Bernard Cornwell

Wydawnictwo: Erica

Liczba stron: 544

W wielu dziewięciu lat Osbert podczas najazdu Duńczyków na ziemie Northumbrii traci brata. Od tego czasu przyjmuję po nim imię i staje się Uhtredem – jedynym potomkiem męskim w rodzinie i tym samym dziedzicem tytuł eldormana Bebbanburga. Okoliczności losu sprawiają, że tytuł ten przechodzi na młodego Uhtreda niedługo potem. Podczas próby odbicia jednego z okupowanych miasta traci on ojca a sam zostaje wzięty w niewolę przez Duńczyków. Opiekę nad nim przejmuje Ragnar – jeden z przywódców Wikingów, który pragnie objąć w posiadanie wszystkie ziemie wysp brytyjskich. Od tego czasu życie Uhtreda staje się pasmem ciągłych wyborów pomiędzy poczuciem wewnętrznej wspólnoty z pogańskimi, okrutnymi Duńczykami, a swoim prawdziwym, angielskim pochodzeniem i dziedzictwem.

W książce przeważają informacje historyczne, połączone z wieloma opisani starć i bitew. Dużo miejsca poświęcono zwłaszcza formacji stosowanej głównie przez Duńskich najeźdźców, noszącej nazwę „mur tarcz”. Za prawdziwego wojownika uważano mężczyznę, któremu udało się przeżyć w pierwszym szeregu podczas starcia ze sobą tych formacji. Jest to również marzenie Uhtreda, który powoli zyskuje uznanie w oczach Duńczyków, a zwłaszcza Ragnara dla którego staje się niczym syn i który naucza go taktyk wojennych, naprawy łodzi, oraz wyrabiania tarcz. Tym samym warto wspomnieć, iż w powieści poświęcono dużo miejsca opisom poszczególnych prac, oraz kulturze Duńczyków, jak i ich pogańskim praktykom. Miedzy innymi czytelnik otrzymuje informacje, jak wyglądało składanie ofiar poszczególnym bogom, kiedy wojownik po śmierci udawał się do pałacu umarłych – Walhalli, oraz jak wyglądał odnośnik chrześcijańskiego piekła u wyznawców Thora. Jeśli chodzi o bohaterów powieści, to oprócz postaci stworzonych na potrzeby fabuły, pojawiają się również osoby o znaczeniu historycznym, jak chociażby król Alfred, król Wschodniej Anglii – Edmund, oraz niektórzy z przywódców Duńskich, w tym Ivar bez kości, Ubba i inni.

Dużym plusem jest sposób w jaki autor przekazuje nam kolejne fakty na temat Wikingów, oraz zwyczajów panujących w dziewiątym wieku. Informacje są odkrywane w taki sposób, by osoba kompletnie nieobeznana w temacie mogła spokojnie, bez konieczności sięgania do źródeł historycznych przebrnąć przez odmienność tamtego okresu, jednocześnie nie gubiąc się przy tym.

„Ostatnie królestwo” to pozycja obowiązkowa dla fanów powieści historycznych, a zwłaszcza dla osób zainteresowanych tematem Wikingów oraz kulturą pogańską, jak i obserwowaniem rozwoju chrześcijaństwa stającemu na przeciw wyznawcom Thora. Polecam.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater / wydawnictwo Erica

SztuketerErica

12:27, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (7) »
piątek, 29 kwietnia 2011

Tym razem mniej i skromniej, ale dzięki temu nie będę musiała brać dodatkowych walizek na weekend majowy, ani przemycać książek między ubraniami, jak to robiłam dotychczas wyjeżdżając gdzieś z rodzicami. Zaczęłam też panować nad swoją manią zakupową, nawet mogę powiedzieć, że stałam się niezwykle wybredna i kręcę nosem na każdą promocję. Fakt, faktem mam co czytać, wymarzony fotel zakupiłam i nawet zdążyłam wybrudzić go kawałkami czekolady, a mój królik upodobał sobie leżenie w jego towarzystwie, więc wszystko zmierza w dobrym kierunku.

  1. „Ostatni bastion Barta Dawesa” Stephen King – Kinga nigdy za wiele, zwłaszcza w wersji kieszonkowej. Zakupione w Taniej Książce.

  2. „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding – gdy zobaczyłam tę książkę, coś mnie tknęło na tyle, że wzięłam ją z sobą do kasy. Mam nadzieję, że będzie lekko, przyjemnie i zabawnie, cena również bardzo mnie zachęciła do zakupu. Zakupione w Matrasie za 5zł.

  3. „Nie ma o czym mówić” Marta Szarejko – od wydawnictwa Amea.

  4. „Naga” Izabela Szolc – autorka znana mi z Bluszcza, więc wiążę z nią nadzieję. Również od wydawnictwa Amea.

  5. „Wbrew naturze” Praca zbiorowa – od czasów Kinga i Koontza mam straszną słabość do opowiadań. Również od wydawnictwa Amea.

  6. „Wieczne życie” Wolf Haas - dawno temu chciałam wygrać w pewnym konkursie jedną z książek Haasa, ale nie miałam szczęścia, dlatego cieszę się, że udało mi się teraz ją otrzymać. Od portalu sztukater.pl

Mam nadzieję, że również znajdziecie czas na odpoczynek na świeżym powietrzu, połączony z lekturą. I oby nie padało.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Tytuł„Z ciemnością jej do twarzy”

Autor: Kelly Keaton

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 264

Premiera: 5 maja 2011r.

Główną bohaterką „Z ciemnością jej do twarzy” jest jest siedemnastoletnia Ari, wyróżniająca się spośród swoich rówieśników długimi, prawie białymi włosami, oraz oczami o intensywnym jasnozielonym kolorze. Jako dziecko porzucona przez matkę, postanawia odnaleźć informacje na jej temat i w ten sposób trafia Nowego Orleanu, obecnie nazywanego Nowym 2. Wielkie, niegdyś piękne miasto zostało obrócone w ruinę po fali huraganów, które przed trzynastoma laty zniszczyły południową część stanu, by teraz stać się siedliskiem pogłosek o tajemniczych stworzeniach, które zamieszkują tamtejsze tereny, przyciągając do miasta fale turystów. Wśród nich również Ari, która stara się odnaleźć odpowiedz na pytanie dlaczego jej matka popełniła samobójstwo w przeddzień swoich dwudziestych pierwszych urodzin, kto jest odpowiedzialny za klątwę krążącą w jej rodzinie oraz kto i dlaczego zamierza ją zabić.

„Z ciemnością jej do twarzy” to powieść stanowiąca mieszankę greckiej mitologii, oraz magii, umiejscowionej we wnętrzu wielkiego miasta, rządzonego przez dziewięć wielkich rodzin reprezentujących zmiennokształtnych półbogów, wiedźmy, oraz wampiry. Początkowo zakładałam, że takie połączenie nie przyniesie książce nic dobrego, jednak jak się okazuje autorka doskonale sobie poradziła i w efekcie otrzymujemy książkę pełną dziwnych, tajemniczej stworzeń o jeszcze dziwniejszych i często niepokojących zdolnościach. Również towarzysze Ari okazują się znacząco różnić od normalnych ludzi. Poznajemy między innymi dziewczynkę o imieniu Violet lubującą się w barwnych maskach, której często towarzyszy biały aligator o imieniu Pascal oraz pół-wampira Sebastiana obdarzonego mocą czytania w ludzkich umysłach.

Od strony greckich mitów trafiamy na potężną i okrutną Atenę, tworzącą hordy poddanych jej potworów. By zapanować nad nimi korzysta z usług synów Perseusza, tak zwanych „łowców potworów”, którzy mają za zadanie wyłapywać istoty nie będące ludźmi, powołane do życia przez bezwzględną boginię. Oprócz tego poznajemy bliżej mit o Meduzie, stanowiący ważny wątek powieści ze względu na Ari, jak i samą Atenę.

Od strony językowej książka również spisuje się świetnie. Narracja jest pierwszoosobowa, dzięki czemu bliżej poznajemy postać Ari, a ta na całe szczęście nie zanudza czytelnika ubolewaniem się nad sobą i podkreślaniem własnej bezradności. Jest wykreowana na raczej silną, odrobinę buntowniczą dziewczynę, co dodaje dodatkowo charakteru powieści.

„Z ciemnością jej do twarzy” adresowana jest głównie do młodzieży, chociaż znajda tu również coś dla siebie osoby starsze, szukające dobrej rozrywki, pragnące zatopić się w wartkim strumieniu akcji i dać się ponieść prądowi wyobraźni, na którego końcu czeka historia pełna magii oraz legend o dawnych, zapomnianych bogach.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak

Znak

10:41, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 19 kwietnia 2011

„Gęstwina dusz” Christopher Rice

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Liczba stron: 293

„Gęstwina dusz” to opowieść o czwórce przyjaciół – Stephenie, Meredith, Gregu i Brandonie, przeżywających ostatnie beztroskie chwile dzieciństwa w Nowym Orleanie. Z czasem ich przyjaźń ulega rozłamowi, beztroskość przeradza się wzgardę dla innych i siebie nawzajem, a to co kiedyś łączyło staje się powoli przepaścią, którą żadne z nich nie chce przekroczyć. Kilka lat później ich życie powoli zasnuwa kokon cierpienia, na który gromadzi się śmierć i szaleństwo. Połączeni na nowo bólem, będą musieli zmierzyć się z własnymi koszmarami i zbrodnią, która zmieni część ich samych.

Bardzo ciężko określić o czym dokładnie jest ta książka. Z jednej strony to historia czwórki osób, które poddają się własnym demonom, niebezpiecznie zbliżając się do granicy z której nie ma już odwrotu. Stephen jest szykanowany za swój homoseksualizm, który powoli staje się dla innych bronią przeciw niemu - w tym dla Grega i Brandona. Meredith podkrada matce jedną butelkę Stolicznej tygodniowo, zapisując swoje myśli w zeszycie, który potem stanie się jedynym elementem jej życia całkowicie oderwanym od kłamstw. Oprócz tego w książce poświęcona dużo miejsca rodzicom tej czwórki, pokazując, że córkę można nazwać imieniem księżyca wypowiedzianego przez upośledzonego chłopca, a wiersze pisane przez męża są o wiele bardziej prawdziwe, niż fałszywa rzeczywistość.

Bardzo przypadł mi do gustu sposób odkrywania różnych faktów, które są przedstawiane krótko i w zaskakujących momentach, bez rozwodzenia się nad szczegółami, przez co często czułam się pozostawiona sam na sam z jedną linijką bomby informacyjnej, która jakimś cudem zmaterializowała mi się przed oczami, kiedy najmniej się tego spodziewałam.

W „Gęstwinie dusz” pojawiają się między innymi opisy „scen łóżkowych” z udziałem mężczyzn, jak i przemocy związanej z nienawiścią do osoby Stephena i homoseksualizmu, często okazywanej w dość brutalny i być może odrobinę odrzucający sposób, co wyklucza z grona czytelników osoby młodsze i wyjątkowo wrażliwe.

Podsumowując, jest to skomplikowana, pełna małych zaskakujących fragmentów opowieść, która miesza brutalność z całym natłokiem ludzkich nieszczęść, tworząc bardzo zaskakującą, bardzo intrygującą i naprawdę świetną historię, którą mogę gorąco polecić.

20:19, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Kilkakrotnie zbierałam się do sfotografowania nowości, ale zawsze czekałam aż dojdą nowe pozycje, a w tym czasie czytałem te, które miało objąć zdjęcie i w efekcie nic z tego nie wychodziło. Powstrzymałam jednak swe czytelnicze instynkty, by móc podzielić się swymi nowymi nabytkami.

  1. Intensywność” Dean Koontz – z empik.com.

  2. „Gęstwina dusz” Christopher Rice – od mojego książkowego źródła – przyjaciółki.

  3. „Z ciemnością jej do twarzy” Kelly Keaton – od wydawnictwa Znak.

  4. „Miasto w przestworzach” Greg Keyes – jako fanka serii gier „The Elder Scroll” po prostu nie mogłam się powstrzymać, również od przyjaciółki.

  5. „Splinter Cell – Sojusz zła” Tom Clancy

  6. „Splinter Cell – Szach-mat” Tom Clancy – i znowu jedna z moich ulubionych gier, biorąc pod uwagę pozytywną recenzję poprzedniej książki od razu zakupiłam dwie następne.

  7. „Wielki Mistrz” Trudi Canavan

  8. „Nowicjuszka” Trudi Canavan – po bardzo udanym spotkaniu z „Gildią Magów” pozbawiłam moją biedną przyjaciółkę kolejnych dwóch tomów.

  9. „Ostatnie Królestwo” Bernard Cornwell – od portalu sztukater.pl

  10. „Porzucone ofiary” Jeffery Deaver – nabytek biblioteczny, dzięki któremu powoli uzupełnię małe braki jakich się dopuściłam w twórczości Deavera.

  11. „Kronika ptaka nakręcacza” Haruki Murakami

  12. „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta” Haruki Murakami – również z biblioteki, po miłych wspomnieniach z „Wszystkie boże dzieci tańczą”.

  13. „Granica lodu” D. Preston & L. Child – zakupione z Matrasie za całe 4,90zł (pięć razy oglądałam dokładnie cenę, żeby się upewnić, że to nie żart).

Nie mogę narzekać na brak książek i na całe szczęście nie mogę również narzekać na brak czasu, gdyż czekają mnie dwa tygodnie wolności od zimnych murów uczelni, co stanowi rzecz niezwykłą ponieważ w tradycji uczelni zapisało się robienie trzydniowych przerw w których dwa dni zawsze zajmował weekend.

Mam poważne postanowienie zakupić fotel, który będzie moim głównym centrum dowodzenia w wypadku pełnego oddania się kawie i lekturze. Poczyniłam już pierwsze kroki chodząc po sklepach i moszcząc się na każdym możliwym egzemplarzu, zwłaszcza na takich, znacznie przekraczających moje możliwości finansowe. Mam nadzieję, że kiedyś z marzeń o własnej biblioteczce z widokiem na ogród/morze, kominku i skórzanym fotelu, będę mogła powiedzieć, że przynajmniej porządny fotel znalazł się w zasięgu moich możliwości.

sobota, 16 kwietnia 2011

„Ojczyzna” R. A. Salvatore

Wydawnictwo: ISA

Liczba stron: 347

„Ojczyzna” to pierwszy tom „Legend Drizzta” opisujący społeczność mrocznych elfów - drowów, żyjących w najgłębszych czeluściach ziemi w mieście zwanym Menzoberranzan. Jest to miejsce kultu bezlitosnej Pajęczej Królowej, która ukochała sobie przemoc i ból, wynosząc na piedestał władzy i chwały kobiety, które mają podporządkować sobie każdego mężczyznę niezależnie od piastowanego przez niego stanowiska. Główny bohater powieści – Drizzt różni się znacząco od swoich pobratymców, nie tylko ze względu na rzadko spotykany lawendowy kolor oczu, ale również niechęcią i rosnącą wzgardą do mrocznych i bezlitosnych praktyk swego ludu.

Władza w Menzoberranzan skupiona jest wokół rady ośmiu Wielkich Opiekunek, które reprezentują jednocześnie osiem domów cieszących się największą przychylnością Pajęczej Królowej. Jednak pozycja każdej z nich jest zagrożona, ponieważ nie istnieje prawo zakazujące domom walki między sobą. Jedyna rzecz, jaka jest w stanie sprowadzić na jeden z domów gniew bóstwa jest nieudany atak, bądź pozostawienie przy życiu świadków mogących zeznać na niekorzyść agresorów.

„Legendy Drizzta” należą do gatunku heroic fantasy, który cechuje się prostą konstrukcją fabularną przeplataną jednak licznymi starciami, opisanymi z niezwykłym oddaniem czyniąc z książki obraz wielu barwnych bitew i najróżniejszych technik walki. Opisy te w przypadku „Ojczyzny” są bez wątpienia mocną stroną książki, a czytanie o Drizztcie sprawnie posługującym się swoimi sejmitarami stanowi bez wątpienia wielką przyjemność.

Niestety „Ojczyzna” ma również minusy. Do największych z nich zaliczam fatalne tłumaczenie w którym często pojawiają się literówki, błędy w postaci przypisania bohatera do złej wypowiedzi, przez co zamiast dialogu robi się dość osobliwy monolog, oraz często nielogiczne zdania. Na początku błędy te, tak bardzo dawały mi się we znaki, że sądziłam, iż zrezygnuje z kontynuowania przygody z lawendowookim drowem, jednak po jakimś czasie stały się one mniej zauważalne i pod koniec lektury przestają być aż tak dokuczliwe.

Warto dodać, że fabuła książki rozgrywa się w świecie Zapomnianych Krain, należących pierwotnie do gry fabularnej Dungeons & Dragons, będącej prekursorem swego gatunku. Z tego powodu część informacji w „Legendzie Drizzta” została okrojona, a pewne fakty nie do końca wytłumaczone, mając stanowić urozmaicenie dla osób zapoznanych ze światem Dungeons & Dragons.

„Ojczyznę” oceniam dobrze, pomimo początkowej męki jaką przyniosła mi lektura. Na pewno spełnia się ona w swoim gatunku, więc jeśli odpowiadają nam liczne bitwy i wędrówka głównego bohatera ku lepszemu życiu - jest to książka jak najbardziej dla nas.

18:14, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011

„Gildia Magów” Trudi Canavan

Wydawnictwo: Galeria Książki

Liczba stron: 520

Co roku w Imardinie organizowane są Czystki mające na celu pozbycie się z ulic miasta z żebraków i włóczęgów. Nad ich spokojnym przebiegiem czuwają magowie ukryci za magicznymi tarczami starając się nie zwracać uwagę na dzieci rzucające w nich kamieniami. Wszystko wydaje się przebiegać jak zwykle do momentu, gdy Sonea słysząc złośliwą uwagę jednego z magów na temat ludzi zmuszonych do opuszczenia ulic, pod wpływem gniewu rzuca w niego kamieniem, a ten ku zaskoczeniu wszystkich przebija się przez tarczę i rani maga w głowę. Poruszenie jakie wynika po tym wydarzeniu zmusza dziewczynę do nagłej ucieczki, ponieważ tylko osoba posiadająca magiczne zdolności jest w stanie przebić się przez obronę maga, a magowie na co dzień ukryci za murami Gildii Magów nie mogą dopuścić, by w mieście urywała się osoba stanowiąca zagrożenie dla siebie i innych.

Przez połowę książki jesteśmy świadkami tego, jak magowie starają się za wszelką cenę odnaleźć Soneę, która z pomocą swojego przyjaciela - Cory'ego i Gildii Złodziei ukrywa się w slumsach. Poznajemy również poczynania samych magów a dokładnie Mistrza Rothena i jego młodszego kolegi Mistrza Dannyla, nadzorujących poszukiwania dziewczyny, starając się jednocześnie zapewnić ją o dobrych intencjach Gildii, która w normalnych okolicznościach nie zwykła przyjmować na naukę tak zwanych „bylców” - ludzi z niższych klas. Dzięki temu podziałowi można dostrzec jak ogromna przepaść dzieli te dwie nacje, z jednej strony ukazując biedotę, która oskarża magów o brak pomocy i udział w Czystkach, z drugiej samych magów związanych przysięgą przed Królem i przyzwyczajonych do szukania młodych talentów w dzieciach tylko zamożnych ludzi.

Księga pierwsza Trylogii Czarnego Maga to również ukazanie zwyczajów panujących w samym uniwersytecie, z podziałem na trzy główne drogi rozwoju magicznego – Wojowników szkolących się w czarach ofensywo-defensywnych przygotowujących się na wypadek obrony kraju, Alchemików skupujących się na najróżniejszych miksturach ze względu na ich różne, czasem bardzo praktyczne właściwości, oraz najtrudniejszy z kierunków – Uzdrowiciel, który oprócz dobrze opanowanej koncentracji musi posiadać wiedzę na temat budowy organizmów żywych.

Mocną stroną „Gildii Magów” jest na pewno język, który jest bardzo lekki, dzięki czemu książkę pochłania się bardzo szybko pomimo jej objętości. Co prawda, na początku akcja może trochę się dłużyć, ale warto przeczekać tę chwilę kryzysu, bo potem robi się coraz ciekawiej a na światło dzienne wychodzi wiele nowych faktów, które mają swoją kontynuację również w kolejnych tomach powieści.

Podsumowując muszę napisać, że jestem zachwycona „Gildią Magów”, chociaż ciężko mi wskazać na czym dokładnie polega niezwykłość tej pozycji. Prawdopodobnie osoby lubujące się w szeroko pojętej fantastyce podejdą do tej książki z mniejszą dozą entuzjazmu, ale dla kogoś, kto od czasu do czasu sięga po tego typu lekturę z zamiarem spędzenia miłych chwil nad lekką i wciągająca książką na pewno się nie zawiedzie na „Gildii Magów”.

Na koniec dodam, że książkę tę otrzymałam dzięki uprzejmości mej przyjaciółki, która stanowi dla mnie niewyczerpalne źródło coraz to nowszych książek i które mam nadzieję nigdy nie wyschnie, albowiem mój portfel nie jest przygotowany na tak dramatyczną sytuacje. Dziękuję i pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na me słowa zachęty i poparcia każdego zakupu książkowego, zwłaszcza, jeśli dotyczy pozycji, która niezmiernie mnie interesuje :)

16:47, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 07 kwietnia 2011

„Dragon Age – Utracony Tron” David Gaider

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Liczba stron: 469

Po śmierci Królowej Rebeliantki młody Maric – prawowity następca tronu Fereldenu musi uciekać przed zdrajcami, którzy zamordowali jego matkę, oraz siłami najeźdźcy z Orlais – bezwzględnym Meghrenem, który ogłosił się bezprawnie władcą Fereldenu. W odzyskaniu tytułu i zaprowadzeniu porządku na ziemiach zajętych przez uzurpatora pomaga Maricowi Loghain, na którym rządy Meghrena odcisnęły swe bolesne piętno, oraz Rowan, córka arla Rendorna i jednocześnie narzeczona Marica. Jednak walka o utracony tron nie obędzie się bez trudności, a wśród nich takich, które wymagają zapłacenia najwyższej ceny.

Po dużym sukcesie gry Dragon Age przyszła kolej na wersję papierową historii Fereldenu skupiającą się na wydarzeniach rozgrywających się przed wcieleniem się w jednego z ostatnich Szarych Strażników. Czytelnik ma możliwość poznać bliżej zwłaszcza postać Loghaina, który jest ważny z tego względu, że wydarzenia mające miejsce w „Utraconym Tronie” stanowią niejako wytłumaczenie zdrady jakiej dopuścił się względem Cailana.

Cała powieść poświęcona jest działaniom bitewnym, strategiom i intrygom, dlatego też osoby, które spodziewają się dowiedzieć czegoś więcej na temat poszczególnych ras, tradycji i innych ciekawostek mogą się poczuć trochę zawiedzeni. W książce pojawiają się co prawda dalijskie elfy, Krąg Maginów, oraz krasnoludy należące do Legionu Umarłych, a nawet sama Wiedźma z Głuszy, jednak nie zmienia to faktu, że są to raczej małe role i nie przekazują one jakiś nowych, istotnych informacji. Pojawiają się też nowe, nieznane dotąd postacie, jak chociażby elfia pieśniarka Katriel, oraz mag Severan, będący prawą ręką uzurpatora.

„Utracony Tron” z jednej strony dostarcza ważnych informacji o historii Fereldenu, z drugiej jednak niewystarczających, by w pełni cieszyć się lekturą. Przyznam jednak, że jak na książkę powstałą na fali popularności gry „Utracony Tron” prezentuje się całkiem nieźle, chociaż po skończonej lekturze miałam wrażenie, że wszystko stanowiło po prostu jeden wielki obraz bitew.

Czy mogę polecić tę książkę? Myślę, że tak, biorąc pod uwagę, że miałam do czynienia z dużo gorszymi tworami powstałymi tylko dzięki wcześniejszemu sukcesowi gier. Biorąc również pod uwagę, że autor powieści jest jednocześnie głównym scenarzystą Dragon Age, można spokojnie sięgnąć po papierową wersję mając na uwadze jednak, że jest niczym mięso bryłkowca – nie wszystkim może przypaść do gustu.

17:19, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
UWAGA!
Przerwa wakacyjna.
Kontakt : kaldorei@op.pl

____________________


____________________


____________________


____________________


2009
2010
2011
2012

____________________



Wszystkich zainteresowanych literaturą oraz mających jakieś niecierpiące zwłoki pytania związane z książkami (chętnie służę pomocą:), jak i wydawnictwa (i nie tylko) zainteresowane współpracą, zachęcam do napisania do mnie na poniższy e-mail:
kaldorei@op.pl

____________________

2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Kaldorei has read 26 books toward her goal of 60 books.
hide
____________________



____________________

Sztukateria Antykwariat IRKA ____________________


Lubię czytać
Lubię czytać
Spis moli
Lubię czytać YesBook

____________________


Initium Znak Znak AMEA Media Rodzina Bukowy Las
____________________

____________________




Moje fotografie:
Portfolio


____________________