Z miłości do książek
środa, 30 marca 2011

„Niewidzialny Pierścień” Anne Bishop

Wydawnictwo: Initium

Liczba stron: 392

Przez dziewięć lat swego życia Jared – wojownik noszący Czerwony Kamień żyje jako niewolnik dla przyjemności u królowej, którą w końcu zabija, gdy ma już dość ciągłego upokorzenia i cierpień. Ze względu na zbrodnie jakiej się dopuścił zostaje oddany na targ niewolników, skąd ma trafić do kopalni soli w Pruul. Zrządzeniem losu zostaje zakupiony przez Szarą Panią – Królową, która wzbudza strach wśród niewolników, słynącą z tego iż, ludzie którzy do niej trafiają znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak w trakcie podróży jaką odbywa Jared z Królową Dena Nehele i innymi niewolnikami, okazuje się, że został wplątany w sieć intryg, której istnienia nawet nie przypuszczał.

Historia Jeareda rozgrywa się na wiele lat przed wydarzeniami w których udział miała Jaenelle i zahacza o niewielką rolę jaka przypadła Daemonowi Sadi, gdy jeszcze był niewolnikiem Dorothei. Jednak to właśnie losy Jareda i Szarej Pani stanowią główny watek całej powieści do którego dołączają się poszczególne postacie pozostałych niewolników. Na największą uwagę wśród nich zasługuje Thera – złamana Czarna Wdowa o niezwykle wybuchowym temperamencie i ciętym języku, oraz Garth – milczący, wielki wojownik, który stał się więźniem własnego umysłu.

W stylu pisarskim Anne Bishop podoba mi się jak łatwo czytelnik jest w stanie wciągnąć się w wykreowany świat i z jaką łatwością przechodzi się przez kolejne rozdziały powoli oswajając się z nowymi bohaterami i rozszerzając swą wiedzę na temat mocy Kamieni, oraz hierarchii Krwawych.

Trochę żałuję, że nie wszystkim bohaterom poświęcono więcej uwagi, zwłaszcza ich przeszłości i tego, jak stali się niewolnikami. Z drugiej jednak strony przybliżona zostaje postać Dorothei i jej dążenie do władzy, w którym przeszkadza jej Szara Pani i której zabicie zleca dowódcy straży Krelisowi, stanowiącemu jednocześnie jedną z głównych postaci „Niewidzialnego Pierścienia”.

Księga VI Czarnych Kamieni stanowi oddzielną historię, którą można czytać bez znajomości pozostałych części. Na całe szczęście dla ułatwienia zadania czytelnikom, którzy dopiero zaczynają zaznajamiać się z pracą Anne Bishop na początku powieści znajdują się informacje niezbędne dla lepszego zrozumienia treści książki.

Fani sagi nie powinni być rozczarowani, a resztę osób mających ochotę sięgnąć po historię okraszoną humorem, oraz odrobiną erotyzmu, jednocześnie przedstawiającą piękno zaufania i miłości mogę tylko zachęcić do sięgnięcia po „Niewidzialny Pierścień”.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Initium

Initium

21:29, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
sobota, 26 marca 2011

„Arsene Lupin – Tajemnica wydrążonej iglicy” Maurice Leblanc

Wydawnictwo: Elipsa

Liczba stron: 203

Obok znanych detektywów i postaci stojących na straży prawa i spokoju obywateli nie może zabraknąć również geniuszy zbrodni, którzy stosując najbardziej wyszukane sztuczki włamują się do domów zamożnych panien i panów, wykradając największe perły z ich kolekcji. Dodając do tego fakt, że ów geniusz to przykład prawdziwego francuskiego gentlemana mającego słabość nie tylko do pięknych kamieni, niezwłocznie natkniemy się na postać Arsene Lupina. Prawdziwego gentlemana włamywacza.

W pałacu należącym do hrabiego de Gesvres dokonano zuchwałej kradzieży, chociaż fakty wskazują na to, że żaden z przedmiotów znajdujących się w kolekcji nie zaginął. Do pomocy przy prowadzeniu śledztwa francuskiej policji dołącza się Isidore Beautrelet – uczeń klasy maturalnej o niezwykle błyskotliwym umyśle, ponadto dobrze rozeznany w metodach działania Arsene'a. W miedzy czasie okazuje się również, że doszło do morderstwa sekretarza hrabiego, a sam legendarny włamywacz zostaje ciężko ranny i z trudem ucieka przed pościgiem. Śledztwo w którym pomaga Isidore okazuje się być jednak bardziej skomplikowane niż początkowo przypuszczał, a trop prowadzi do tajemnicy francuskich królów i wydrążonej iglicy skrywającej skarby strzeżone od wieków między innymi przez Joanne d'Arc i Marię Antoninę.

Jak to zwykle bywa w przypadku połączenia tajemnicy i dużej ilości złota przygody Arsene'a Lupina pełne są nagłych zwrotów akcji w których królują spryt, podstęp i niemożliwe do przewidzenia konsekwencje czynów poszczególnych bohaterów. Król włamywaczy jak przestało na prawdziwego geniusza sprawnie wodzi policję za nos i nie straszny jest mu nawet Herlock Sholmes, ani jego ciesząca się dużym powodzeniem wśród stróżów prawa metoda dedukcji. Jedyną osobą która jest w stanie zagrozić opinii Lupina i pokrzyżować jego plany jest właśnie Isidore. „Tajemnica wydrążonej iglicy” to stracie dwóch umysłów w których tylko jeden może zagórować nad drugim.

Krótka, zaskakująca z niezwykle przemyślaną fabułą i pełnym elegancji i żądzy piękna bohaterem powinna przypaść do gustu każdemu, kto ceni sobie błyskotliwe działania nie tylko znanych detektywów, ale również prawdziwych włamywaczy.

15:52, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 20 marca 2011

„Krąg Magii – Księga Sandry” Tamora Pierce

Wydawnictwo: Initium

Liczba stron: 288

Premiera: 23 marzec 2011r.

„Księga Sandry” to pierwszy tom przygód czwórki przyjaciół obdarzonych niezwykłymi mocami, których kontroli uczą się w Świątyni Wietrznego Kręgu w Emelanie. Sandry – dziewczynka wywodząca się z arystokracji, potrafiąca umieszczać światło w zwojach przędzy, Trisana – posiadająca niezwykły dar wpływania na pogodę, który od dziecka stanowił dla niej przekleństwo, Daja – należąca do Kupców i okrzyknięta przez nich trangshi, co w ich mowie oznacza wyrzutka, odkrywająca powoli w sobie moc związaną z obróbką metali i żarem, oraz Briar, który całe swoje życie spędził na ulicach żyjąc z małych kradzieży, a w którym rozwinęła się zdolność wyczuwania potrzeb i siły witalnych roślin.

Całka książka poświęcona jest powyższej czwórce, opisując ich codzienne zmagania z obcym dla nich światem magii i rozwijaniem własnych umiejętności. Nauka samokontroli, medytacja pozwalająca im zapanować nad nagłym uwolnieniem magii, oraz powoli formująca się zażyłość między nimi sprawia, że „Księga Sandry” jest niezwykle lekką i przyjemną lekturą. Nie ma tu morderczych wypraw w same serce obozowiska wroga w celu ratowania świata, ani żadnych tysiąc letnich przepowiedni mówiących o nadejściu wybrańców. To spokojna, chociaż pełna zmagań z ludzkimi słabościami lektura pozwalająca spojrzeć na świat magii od jej „codziennej” strony.

Lekkość ukryta jest także w języku i sposobie prowadzenia narracji, co czyni książkę idealną również dla młodszych czytelników, oraz osób pragnących odpocząć od magicznego zgiełku i podkreślaniem na każdym kroku wyjątkowości bohaterów. Co prawda, moce Sandrilene, Tris, Daji oraz Briara są w jakiś sposób niezwykłe, ale tak naprawdę niezwykłość ta związana jest z ich własną, wewnętrzna siłą i faktem, że do tej pory moce te pozostawały w ukryciu, a w momencie ich uwolnienia posiadacze nie panowali nad tym co robią, często doprowadzając do chaosu.

Wprowadzanie w historię, pojęcia, oraz zasady panujące w świecie powieści odkrywane są stopniowo pozwalając czytelnikowi zaznajomić się z nowym obrazem świata i nie powodując zamieszania informacyjnego, który często występuje przy zbyt szybkim odkrywaniu nowych faktów.

Przy „Księdze Sandry” spędziłam bardzo miłe chwile, pełne spokoju jaki niesie z sobą lektura. Jeśli dla kogoś kwintesencja książki o tematyce magicznej, objawia się w płonących kulach rzucanych przez bohaterów nawet przez sen, to srogo się zawiedzie na „Kręgu Magii”. Natomiast czytelnicy pragnący wyciszenia, lubiący delektować się różnego rodzaju magią, jak i młodsi koneserzy na pewno znajdą coś dla siebie. Polecam.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Initium

Initium

18:28, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 marca 2011

„Hotel Paradise” Martha Grimes

Wydawnictwo: W.A.B.

Liczba stron: 440

Dwunastoletnia Emma Graham pomaga na co dzień matce w przyrządzaniu posiłków i obsługiwaniu gości w hotelu Paradise – jednym z ostatnich położonych w malowniczym Spirit Lake. Poza codziennymi zajęciami dziewczyna poświęca również swój czas na badanie śmierci Mary-Evelyn, której ciało zostało wyłowione z pobliskiego jeziora 40 lat temu, a której dokładne okoliczności nie są bliżej znane. Emma zafascynowana tajemnicą okrywającą życie młodej Mary-Evelyn postanawia przyprowadzić własne śledztwo mające na celu znalezienie odpowiedzi na pytanie: Co tak naprawdę wydarzyło się 40 lat temu?

Nie jest to typowa powieść kryminalna z jakimi miałam zazwyczaj do czynienia. Czytelnik jest całkowicie pozbawiony możliwości przyprowadzenia własnego śledztwa, pomimo pojawiania się wraz z rozwojem fabuły coraz to nowszych faktów. Całe zaangażowanie Emmy w sprawę polega głównie na pozyskiwaniu potrzebnych informacji poprzez wypytywanie różnych osób, często podając się za kogoś innego. Jednak tak naprawdę większość książki można określić jako „życie mieszkańców Spirit Lake”. Dogłębnie poznajemy kuchnię hotelu Paradise, wraz ze wszystkimi potrawami przygotowanymi przez matkę Emmy.

Niestety z czasem to ciągłe wychwalanie dokonań kulinarnych staje się odrobinę irytujące i zrzuca na drugi plan historię Mary-Evelyn. Sama postać Emmy również bywa denerwująca, ze względu na jej dość inwazyjny sposób zdobywania informacji, cechujący się przy tym odrobiną wścibstwa i przez to brakiem wyczucia sytuacji.

„Hotel Paradise” to powieść w której gdzieś umyka główny wątek tajemnicy z nad jeziora, na rzecz życia mieszkańców małego miasteczka widzianego oczami dwunastoletniej dziewczyny. Jeśli ktoś pragnie zatopić się w świat wyobraźni Emmy Graham i nie zraża go powolne tempo odkrywania kolejnych faktów „Hotel Paradise” na pewno przypadnie mu do gustu. Ja na razie jestem zdecydowana odpocząć od sielankowych opisów i metafor pani Grimes.

16:25, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (4) »
środa, 02 marca 2011

„Kości księżyca” Jonathan Carroll

Wydawnictwo: Rebis

Liczba stron: 224

Cullen prowadzi w miarę spokojne życie u boku swego męża Danny'ego i nowo narodzonej córeczki Mae w Manhattanie. Jednak nie jest to jedyny świat w jakim przyszło jej się mierzyć z codziennymi troskami. W nocy nawiedzają ją sny o miejscu zwanym Rondua, które przemierza w towarzystwie swojego syna, wilczycy Feliny, wielbłąda Martio oraz psa w kapeluszu o imieniu Pan Tracy. W tej dziwnej krainie mają za zadanie odnaleźć pięć Księżycowych Kości, dzięki którym zapanuje spokój i porządek zakłócony dotychczas przez ich największego wroga – Jacka Chili.

Cały świat snu do jakiego trafia Cullen przypomina z opisu wielką mieszankę różnych bajek dla dzieci, których autorzy nie przejmują się czymś takim jak kolor trawy, albo wygląd morza, umieszczając bohaterów na łódce płynącej po niebie, oraz poznając ich z różnymi dziwnymi stworzeniami, takimi jak Drewniane Myszy. W tej krainie nic nie wydaje się mieć sens i często przypomina wymysł jakiegoś obłąkanego umysłu, który w chwili euforii postanowił urzeczywistnić swe kłębowisko myśli, nadając mu realny kształt.

Z drugiej strony obserwujemy również życie w prawdziwym świecie, do którego powoli zaczyna przenikać świat snu doprowadzając główną bohaterkę do kilku wizyt u psychologa. Na dodatek okazuje się, że jeden z jej sąsiadów zostaje zatrzymany przez policje pod zarzutem zabicia siekierą swojej matki i siostry, by potem zacząć wysyłać jej liczne listy z więzienia, które tylko pogarszają samopoczucie Cullen.

Po przeczytaniu „Kości księżyca” ciśnie mi się na myśl określenie pomiędzy średnia a dobra. Nie miałam problemów z przebiciem się przez treść i nie zdarzyło mi się przysnąć ani razu, jednak z drugiej strony nie odczuwałam szczególnego entuzjazmu kontynuując przygodę razem z główną bohaterką. Nie poleciłabym jej na początek zaznajamiania się z tym autorem, chociaż koniec końców wspominam ją dobrze i na pewno zabiorę się za kolejne książki Carrolla.

19:33, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (7) »
niedziela, 27 lutego 2011

„Wszystkie boże dzieci tańczą” Haruki Murakami

Wydawnictwo: Muza

Liczba stron: 181

Ostatnio bardzo często trafiam na recenzję książek Murakamiego. Na tyle często, że stosownym wręcz stało się osobiste zapoznanie z jego książkami. Tak więc, z ograniczonych zasobów biblioteki udało mi się wyszukać ten krótki, bo tylko 181 stronicowy zbiór sześciu opowiadań, których motywem wspólnym jest trzęsienie ziemi.

Już od pierwszych stron zdałam sobie sprawę, że warsztat Murakamiego jest dość specyficzny i to głównie ta specyficzność czyni jego opowiadania tak niezwykłymi. Jest tu między innymi historia mężczyzny, którego żona znika po pięciu dniach ciągłego oglądania w telewizji skutków trzęsienia ziemi, historia dziewczyny, która chodzi w nocy na plaże patrzeć jak pan Mitake rozpala wielkie ogniska z drewna wyrzuconego przez morze, oraz niezwykłe spotkanie pracownika działu pożyczek banku Tokyo Security Trust z Żabą, która chce jego pomocy w uratowaniu Tokio przed trzęsieniem ziemi. Każde z tych opowiadań ma wiele warstw, które powoli odkrywają się przed czytelnikiem, wprowadzając go w świat pełen wewnętrznych poszukiwań, oraz rozmyśleń bohaterów na temat życia i jego sensu. Rzuciły mi się w oczy liczne metafory i niezwykłość spojrzenia na świat poszczególnych postaci, co sprawia, że każde opowiadanie pomimo umiejscowienia w świecie jak najbardziej rzeczywistym łączy się z pewną nierealnością powodując, że prawdziwy świat często staje się jedynie rozmytymi konturami naszych przekonań.

Styl w jakim został napisany ten zbiór skojarzył mi się z książką „Sen_numer_9” Davida Mitchella i którą przy okazji gorąco polecam na równi z „Wszystkie boże dzieci tańczą”, a sama na pewno będę kontynuowała przygodę z twórczością Murakamiego i czuje że będzie to jak najbardziej udane doświadczenie.

18:28, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 lutego 2011

„Poniedziałkowa żałoba” Kathy Reichs

Wydawnictwo: Red Horse

Liczba stron: 474

W jednej z piwnic nad którą mieści się pizzeria zostają znalezione ludzie kości. Ze względu na brak tkanek do pomocy przy prowadzeniu śledztwa zostaje dołączona Temperance Brennan – antropolog sądowy, która ma za zadanie ustalenie czasu, oraz przyczyny śmierci. Dziwne zarysowania na kościach, oraz całkowity brak plomb tylko utrudniają zidentyfikowanie trzech szkieletów należących najprawdopodobniej do młodych kobiet. Sprawę dodatkowo komplikują telefony od tajemniczej kobiety, która podobno zna historię miejsca odnalezienia kości, a z którą całkowicie urywa się kontakt. Kim tak naprawdę jest morderca i czy te trzy kobiety to jego jedyne ofiary?

Nazwisko głównej bohaterki pewnie niektórym wyda się znane, ponieważ książki, których bohaterką jest Temperance Brennan zainspirowały twórców serialu „Kości” i to właśnie dzięki niemu postanowiłam sięgnąć po wersję papierową.

Narracja „Poniedziałkowej żałoby” jest prowadzona z pierwszej osoby i jak nie trudno zgadnąć z perspektywy doktor Brennan. Dla tej książki jest to naprawdę świetnym rozwiązaniem, ponieważ główna bohaterka wykreowana jest jako niezwykle charyzmatyczna osoba z dużym poczuciem humoru, co bez wątpienia ułatwia przebijanie się przez kolejne stosy faktów dotyczących badań nad kośćmi, a tych - mogę zagwarantować - nie brakuje. Dowiadujemy się w jaki sposób przeprowadza się datowanie radiowęglowe, badanie wieku kości przy użyciu promieni UV, oraz zwiększymy wiedzę o analizie izotopu strontu. Cała książka jest pełna informacji dotyczących głównie badań antropologicznych, ale również faktów historycznych, których odczytanie ułatwiają dość liczne przypisy.

Wątek główny jest ciekawie skonstruowany, chociaż ze względu na charakter pracy doktor Brennan większa część śledztwa przemyka w tle rozwiązywana przez jej kolegów z policji, którzy informują ją o wszelkich postępach w śledztwie. Mimo to, Temperance angażuje się wraz ze swoją przyjaciółką Anne w zbieranie informacji, które może otrzymać bez potrzeby machania odznaką przed twarzą zdezorientowanych ludzi. W pozostałych przypadkach towarzyszy swojemu koledze z policji i w ten sposób czytelnik powoli zbliża się do rozwiązania całej sprawy.

Bez wątpienia „Poniedziałkowa żałoba” podbiła moje czytelnicze serce spragnione kryminałów i nowych faktów dotyczących pracy specjalistów zajmujących się badaniem miejsca przestępstwa i ustalaniem przyczyny śmierci. Na koniec dodam, że wersja papierowo znacząco różni się od wersji z jaką możemy zapoznać się na ekranach telewizorów, ale to nie zmienia faktu, że jedno i drugie mogę gorąco polecić.

17:10, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 22 lutego 2011

„Śmierć w chmurach” Agata Christie

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Liczba stron: 260

Po moim pierwszym i niezbyt udanym spotkaniu z twórczością Agaty Christie w postaci „Hotelu Bertram” postanowiłam spróbować jeszcze raz, tym razem sięgając po książkę z Herkulesem Poirotem. Jak się okazało był to wybór jak najbardziej trafny.

W samolocie lecącym z Paryża do Croydon zostaje zamordowana starsza kobieta, która zajmowała się pożyczaniem pieniędzy na procent. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną śmierci była niezwykle rzadka trucizna znajdująca się na kolcu, który leżał w pobliżu ofiary. Sprawę komplikuje fakt, że dmuchawka, która prawdopodobnie posłużyła do popełnienia morderstwa zostaje znaleziona wciśnięta w fotel Herkulesa Poirota. Znany detektyw musi rozwiązać zagadkę morderstwa, by oczyścić się z zarzutów i zaprowadzić winnego przed wymiar sprawiedliwości.

W „Śmierci w chmurach” jest wszystko to, co standardowy kryminał powinien posiadać. Mamy tu interesującą postać detektywa za którego błyskotliwym umysłem nie nadąża cały wymiar prawa. Morderstwo dokonane bez żadnych świadków i cały ciąg faktów z przeszłości, który łączy ofiarę z różnymi podejrzanymi, utrudniając pochwycenie mordercy. Postacie o skrajnym usposobieniu i różnych motywach z których każdy może pasować do profilu mordercy, oraz w sposób (jak to określa często Poirot) „metodyczny i uporządkowany” dojście do osoby odpowiedzialnej za zbrodnię.

Sądzę, że jest to po prostu dobra książka z intrygującą fabułą i dobrze przemyślanym zakończeniem. Nie ma w niej nic, co w jakiś sposób podkreśla jej wyjątkowość na tle innych kryminałów, ale też jednocześnie nie ma się do czego przyczepić. Jak dla mnie ze względu na małe wymiary świetnie nadaje się na nudną jazdę autobusem i nie powinna zawieść nikogo spragnionego dobrego kryminału.

15:09, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (14) »
sobota, 19 lutego 2011

„Wojny Świata Wynurzonego – Nowe królestwo” Licia Troisi

Wydawnictwo: Videograf II

Liczba stron: 453

W ostatniej części trylogii bohaterowie będę musieli zmierzyć się z Gildią, która nareszcie będzie miała możliwość przywołania ducha Astera, oraz Dohorem – bezwzględnym władcą Świata Wynurzonego, który pragnie całkowitego panowania nad wszystkimi krainami. Jednak młoda wojowniczka Dubhe ma swój własny cel w rozpoczynającej się wojnie i to on zaprowadzi ją aż do samego serca siedziby nieprzyjaciela, by tam ostatecznie zmierzyć się z własnymi obawami, oraz Bestią, która powoli spycha dziewczynę w otchłań zapomnienia.

W „Nowym królestwie” oprócz znanych już do tej pory postaci, pojawia się miejsce również dla Theany, czarodziejki, która szkoliła się razem z Lonerinem i która postanawia przyłączyć się do misji Dubhe, by pomóc jej w poskromieniu Bestii. Sam Lonerin razem z Sennarem wyruszają w celu odnalezienia pradawnego naszyjnika należącego do Nihal i który jako jedyny ma moc odesłania ducha Astera z stanu zawieszenia pomiędzy światami, w którym oczekuję na odpowiednie ciało, które będzie mógł posiąść. Za ten czas gnom Ido, oraz wnuk Sennara – San, ukrywają się w podmorskim mieście, by uciec przed wysłannikami Gildii, którzy potrzebują jego ciała do dokończenia rytuały przywołania.

Tak jak w przypadku drugiej części, tak i w tej pojawia się wątek miłosny, jednak dużo bardziej rozbudowany i wydaje mi się, że odrobinę zbyt pospiesznie skonstruowany, zwłaszcza biorąc pod uwagę niechęć jaką Dubhe przykłada do związków z innymi ludźmi. Niestety i w tu można zauważyć pewną tendencję spadkową i co za tym idzie, jeszcze więcej wylanych łez nad nieszczęśliwym losem jaki przyszło wieść Dubhe, a co z tomu na tom jest dla mnie coraz bardziej niepodobne do twardej i samodzielnej zabójczyni i złodziejki, jaką poznajemy w pierwszej części.

***

Ponieważ jest to koniec trylogii „Wojen Świata Wynurzonego” postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy to to, że język, jak i prowadzenie fabuły przez autorkę sprawia, że książki czyta się bardzo szybko i lekko. Osobiście nie „utknęłam” ani razu nawet na mniej ciekawych momentach, chociaż wydaje mi się, że główne znaczenie ma tu kwestia tego czy polubimy Dubhe. Jeśli tak, obejdzie się bez nerwów i zgrzytania zębami nawet, gdy dojdzie do jej użalania się nad własnym losem. W innym wypadku cała przyjemność jakiej oczekujemy od trylogii na pewno zostanie diametralnie zmniejszona już od momentu opisów przeszłości głównej bohaterki i jej pierwszego zabójstwa. Przyznam się także, że zakończenie trylogii okazało się niezbyt satysfakcjonujące. Odnoszę wrażenie, że autorka postanowiła skończyć wszystkie wątki za jednym zamachem, w jednym momencie, co bardzo nie pasuje do stylu prowadzenia fabuły do jakiego przyzwyczaiłam się przez te wszystkie tomy.

Jeśli miałabym polecić „Wojny Świata Wynurzonego” to tylko osobom, które szukają lekkiej, niewymuszonej rozrywki, chcąc po prostu spędzić miło czas i zagłębić się w historię pełną magii i poszukiwania własnego miejsca na świecie.

17:34, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 lutego 2011

„Wojny Świata Wynurzonego – Dwie wojowniczki” Licia Troisi

Wydawnictwo: Videograf II

W drugim tomie "Wojen Świata Wynurzonego", złodziejka i zabójczyni Dubhe, oraz młody czarodziej Lonerin wyruszają za Wielką Rzekę – Saar, by odnaleźć w Nieznanych Krainach Sennara, jednego z najpotężniejszych czarodziejów Świata Wynurzonego. Cel ich podróży jest dwojaki, z jednej strony Dubhe pragnie uwolnić się od klątwy, która przemienia ją w żądną krwi Bestię, z drugiej strony muszą poinformować Sennara o planach Gildii, która pragnie przywołać do życia wielbionego przez nich Tyrana – Astera.

W „Dwóch wojowniczkach” fabuła skupia się nie tylko na Dubhe i Lonerinie, ale również w dużej mierze na Rekli, która wyrusza za nimi w pościg aż do Nieznanych Krain. Poznajemy między innymi dzieciństwo Strażniczki Trucizn, oraz sposób w jaki udało jej się przyłączyć do Gildii. Kolejną postacią, której poświęcono karty powieści jest gnom Ido, wyruszający na swoją własną misję mającą na celu odnalezienie syna Sennara, którego ciałem chce się posłużyć Gildia do przyzwania Astera. Oprócz tego dochodzi również do rozwinięcia małego wątku miłosnego, który będzie miał znaczący wpływ na późniejsze losy części bohaterów.

Podobnie jak „Sektę zabójców”, tak i „Dwie Wojowniczki” czytała się zaskakująco szybko i przyjemnie. Niestety odnoszę wrażenie, że w tej części dużo więcej poświęcono miejsca na użalanie się nad sobą Dubhe, co momentami było dość męczące, zwłaszcza, gdy doda się do tego Lonerina, który cały czas stara się jej pomóc i zapewnia o swoim oddaniu. Być może właśnie to, tak dramatyczne skupienie się na postaciach Dubhe i Lonerina sprawia, że drugi tom wydaje mi się odrobinę gorszy od pierwszego, jednak na szczęście nie na tyle, by popsuć przyjemność rozkoszowania się lekturą.

14:45, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 lutego 2011

„Opowieści niesamowite” Edgar Allan Poe

Wydawnictwo: Skrzat

Pierwsza moja styczność z twórczością Poego nastąpiła jeszcze w czasach szkolnych, gdy przypadkiem natrafiłam w internecie na opowiadanie „Czarny kot”, które od razu przypadło mi do gustu. Mając w pamięci miłe wspomnienie lektury, oraz pragnąc zapoznać się jeszcze bliżej z twórczością Poego postanowiłam zaopatrzyć się w bibliotece w zbiór opowiadań.

„Opowieści niesamowite” to piętnaście opowiadań z pogranicza fantastyki i horroru. Dominuje w nich tajemniczość i groza przepełniona nieraz okultyzmem, oraz groteską. Język jest bez wątpienia jedną z najmocniejszych stron twórczości Poego, co tylko podkreśla świetny przekład Bolesława Leśmiana i chociażby z tego względu mogę polecić akurat tę wersję opowiadań.

Natomiast, co do samej treści przyznam się, że z tym bywa różnie. Niektóre historie, jak chociażby „Zagłada domu Usherów”, „Serce – oskarżycielem”, czy wspomniany już przeze mnie „Czarny kot” są w mojej ocenie niewątpliwie kwintesencją niezwykłego kunsztu literackiego autora, jednak pozostałe wypadają przy nich nieraz średnio, a przynajmniej nie zapadają zbytnio w pamięć.

Komu mogę polecić ten zbiór? Wydaje mi się, że wszystkim, którzy lubią opowieści przesiąknięte tajemnicą i niepokojem, ujęte w charakterystycznym stylu wieku XIX, oraz wszystkim tym, którzy pragną zapoznać się z klasyką grozy.

15:57, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (8) »
sobota, 29 stycznia 2011

„Kraina Chichów” Jonathan Carroll

Wydawnictwo: Rebis

Tom Abbey postanawia napisać biografię pisarza, którego książki od dziecka przepełniały go fascynacją. Razem ze swoją znajomą – Saxony wyjeżdżają do małego miasteczka Galen, w którym mieszka jedyna córka Marshalla France'a, z nadzieją, że udzieli ona wyczerpujących pytań na temat swojego ojca i jego twórczości. Jak się okazuje ich przyjazd wzbudza duże zainteresowanie wśród mieszkańców, które powoli zaczyna wzbudzać niepokój Toma. Dziwne zachowanie ludzi, oraz zgłębianie się w życie France'a doprowadza do zaskakującego odkrycia prawdziwego talentu pisarza.

„Kraina Chichów” to niezwykłe połączenie horroru, oraz historii ukazującej moc osiągnięć literackich, ukrytych pod powłoką niepokoju i pasji. Małe wydarzenia, jakie łączą się na rzeczywistość sennego Galen są w rzeczywistości elementami ogromnej układanki, w której każdy element zdaje się nie pasować do drugiego. Wszystko wydaje się tu być zaskakujące i niezwykłe.

Na uwagę zasługuje na pewno konstrukcja postaci. Saxony nie jest typową piękną nieznajomą, ale zwykłą dziewczyną, którą Tom spotyka w jednej z małych księgarni, darzącą zamiłowaniem wszystko, co jest związane z marionetkami, oraz twórczością France'a. Również główny bohater nie jest wyidealizowany, ale pozostawiony na skraju przeciętności z wypukleniem wszelkich głupich zachowań na jakie od czasu do czasu sobie pozwala.

Podobnie jest z samą fabuła, w tym – z budowaniem napięcia. Książka potrafi nie raz mocno zaskoczyć swoim prawie absurdalnym rozwiązaniem, co jednak wpływa jak najbardziej pozytywnie na jej odbiór i czyni ją przez to jeszcze bardziej zaskakującą. W tym momencie warto wspomnieć, że przez tak ukazaną rzeczywistość książka prawdopodobnie albo zachwyci, albo odrzuci czytelnika, jednak na pewno nie pozostawi go obojętnego na los Toma i Saxony w samym sercu Krainy Chichów. Osobiście polecam gorąco.

20:04, odcien-purpury , Książki
Link Komentarze (11) »
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
UWAGA!
Przerwa wakacyjna.
Kontakt : kaldorei@op.pl

____________________


____________________


____________________


____________________


2009
2010
2011
2012

____________________



Wszystkich zainteresowanych literaturą oraz mających jakieś niecierpiące zwłoki pytania związane z książkami (chętnie służę pomocą:), jak i wydawnictwa (i nie tylko) zainteresowane współpracą, zachęcam do napisania do mnie na poniższy e-mail:
kaldorei@op.pl

____________________

2012 Reading Challenge

2012 Reading Challenge
Kaldorei has read 26 books toward her goal of 60 books.
hide
____________________



____________________

Sztukateria Antykwariat IRKA ____________________


Lubię czytać
Lubię czytać
Spis moli
Lubię czytać YesBook

____________________


Initium Znak Znak AMEA Media Rodzina Bukowy Las
____________________

____________________




Moje fotografie:
Portfolio


____________________